Gazeta Wyborcza, Wysokie Obcasy, 5 kwietnia 2008 Nr 14 (467),

Sekretny Dziennik Laury P.

Z Laurą Pawelą rozmawia Donata Subbotko

Ile wart jest twój talent?

Nie wiem, nie udało mi się tego ustalić. Z akcji, podczas której w różnych agencjach bezskutecznie próbowałam go ubezpieczyć, wynikałoby, że jest bezwartościowy, ponieważ nie posiada jakiejkolwiek wartości materialnej. Patrząc z innej strony , talent jako taki jest oczywiście bezcenny, nie można go kupić i nie można go w żaden sposób nabyć czy w sobie wypracować . Ja się spodziewałam , że talentu nie uda mi się ubezpieczyć, fiasko było poniekąd w ten projekt wpisane, choć były i takie momenty , kiedy wydawało się, że już osiągnę sukces.

Pewien pan stwierdził, może dałoby się ubezpieczyć ci ręce, bo "jako plastyczka wykonujesz swój zawód rękoma głównie".

Tak, agenci musieli sobie to abstrakcyjne pojęcie talentu jakoś skonkretyzować, więc wyobrażano sobie, że skoro chcę go ubezpieczyć, to muszę na przykład ładnie malować, w takim razie ubezpieczymy ręce - ubezpieczenie ręki od nieszczęśliwych wypadków , takich jak złamanie, jest możliwe. Ale wiadomo , że talent nie ma nic wspólnego ze złamaną czy niezłamaną ręką.

No i kto by miał stwierdzić, czy ładnie maluje, czy nieładnie? Czy ma ten talent , czy nie?

Właśnie. Swoją drogą, żaden z agentów nie zadał mi pytania, czy ja w ogóle ten talent posiadam i czy jestem to w stanie udowodnić. Oczywiście miałabym z tym problemy, więc wymyśliłam, że gdyby jakakolwiek agencja miała ochotę współpracować ze mną, to poda m listę osób, kuratorów czy krytyków sztuki, którzy oszacowaliby, czy mam talent, czy nie. I potem ewentualnie stwierdzić, jaki moment uważać można za jego wygaśnięcie. Byłam na to przygotowana.

Czyli talent można stracić?

Wydaje mi się, że jednak nie. T o raczej rzecz wrodzona, albo się go ma, albo nie . Można go pielęgnować, ale nie można się o niego postarać i w pewnym momencie go nabyć, zdobyć . Możliwa jest jednak utrata powiązanych z tym talentem elementów , można utracić odbiorców, zainteresowanie swoją sztuką , zdolności kreacyjne, tak zwaną wenę twórczą itd .

A czy żeby uważać się za artystę, wystarczy myśleć o sobie, że jest się utalentowanym?

Trudno mi stwierdzić , czy kiedy ktoś czuje się artystą, to już nim jest, czy trzeba jeszcze opinii innych osób. Mogę się czuć artystą, ale nie wykonywać w ogóle dzieł artystycznych, mogę nie czuć się artystą, a wykonywać wspaniałe prace. To są trudne kwestie. Wiadomo, że jak ktoś skończy prawo, to zostaje prawnikiem, a po skończeniu Akademii Sztuk Pięknych niekoniecznie jest się artystą. Mnie to bycie "artystą" strasznie uwiera.

To może powinnaś się wziąć do porządnej roboty?

Mogę coś wyremontować.

Podobno umiesz naprawić kran i przepchać rurę?

Tak, nauczyłam się , potrafię też wiele innych tego typu rzeczy. Projekt ?Łazienka" , wykonany w Strasbourgu i polegający na wyremontowaniu starej łazienki, to była praca ponad moje siły fizyczne . Wyjeżdżając do Francji na stypendium, absolutnie nie planowałam , że będę tam cokolwiek remontować. Tak się stało przez przypadek, nie było wcześniej zaprojektowane. Zmusiło mnie do tego działania wiele zdarzeń.

Wzięłaś odwet na Francuzach, którzy nie polubili naszych hydraulików?

 

To właśnie wtedy wybuchł ten cały szum wokół polskiego hydraulika... Francuzi, których poznałam, mieli negatywny stosunek do Polaków tam pracujących, co mnie strasznie denerwowało i zastanawiało. Chciałam może nawet utrzeć im nosa, dać im nieco do myślenia. Postanowiłam więc nie robić sztuki, jednocześnie ją wykonując. Nie robić dzieła artystycznego, które można zakupić, zapakować i zabrać , tylko troszeczkę popracować. Jak polski robotnik. Oczywiście za darmo. Na wyremontowanie tej łazienki przeznaczyłam pieniądze , za które miałam wykonać pracę artystyczną . Ale naprawdę nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo będzie ciężko. W dodatku nie miałam pojęcia, jak położyć kafelki, czym są gładzie szpachlowe , fugi itp. Teraz już wiem. Ale kiedy to sobie przypomnę, tyle roboty...

Były reklamacje?

Szczerze powiem, że szefostwo instytucji , dla której remontowałam łazienkę, nawet się nie pokwapiło , żeby zobaczyć efekt końcowy. Wiedzieli, skąd jestem, co robię i w jakim celu .

Nie przyszli sprawdzić, czy spłuczka działa?

Nie, ani czy kafelki za chwilę nie odpadną, a mogło się tak wydarzyć. Właściwie mogłabym się obrazić na tę sytuację, ale z drugiej strony bardzo mi się to spodobało, ten brak zainteresowania z ich strony był wspaniałym dopełnieniem mojego projektu.

Czas na Irlandię?

Nie, nie, nie. Nigdzie się nie wybieram. Poza tym nie jestem artystą, któremu dobrze wychodzi komentowanie sytuacji politycznych na świecie , tak myślę.

Kiedyś malarz brał pędzel i było wiadomo, że to jest artysta. Dzisiaj mało kto tylko maluje, większość, tak jak ty, tworzy instalacje, videoarty, akcje. Jak rozróżnić działania artystyczne od nieartystycznych ?

Załóżmy , że w galeriach mamy do czynienia przede wszystkim ze sztuką. W takich zaś przestrzeniach , gdzie nie możemy się jej spodziewać, działanie artystyczne tym się różni od nieartystycznego, że posiada owo drugie dno, porusza pewien problem, jest wykonane po coś . Wielu ludzi, którzy nie interesuj ą się sztuką, mówi: no jasne, też bym tak potrafił zrobić. No niestety nie, nie każdy jest w stanie. Nie każdy może postawić pisuar w galerii i stwierdzić, że to jest sztuka, bo trzeba także znać odpowiedź na pytanie, dlaczego ten pisuar się tam stawia . Jeśli biorę jakiś przedmiot do ręki i uznaję go za sztukę, to muszę wiedzieć, dlaczego to robię i co chcę przez to powiedzieć. Wykorzystanie przeze mnie banalnych komunikatów systemu komputerowego czy niezaładowanych plików było nie tyle bezmyślnym skopiowaniem systemu, "namalowaniem Windowsa", ile wypowiedzeniem się na określony temat . Swoją drogą, zawsze podkreślałam, że nie potrafię malować i malowanie ciekawych obrazków nie było moim celem . Te obrazy, które, o dziwo, stały się popularne, były tylko częścią instalacji. Zaliczono mnie do malarzy , choć się od tej kategorii odcinałam, ?malarze" mieli pretensje o to moje malowanie. Owszem, to nie było tylko malarstwo i to nie były tylko obrazy , tylko elementy pewnej instalacji. Pomysł na przedstawienie idei.

 

Prowokacja jest sztuce potrzebna?

Inteligentna, sugerująca problem, wywołująca temat, który potem się rozwija, jest potrzebna. Inna , nastawiona jedynie na szybki sukces medialny, nie ma dla mnie sensu. Prowokacja wymaga wiele wyczucia.

A rozdawanie wlepek z literkami CHWDF, parafrazą hasła CHWDP (ch... w d... policji) było inteligentne?

Ten projekt przeprowadziłam dwa razy: na wystawie sztuki kobiet, a potem przewrotnie - na wystawie, w której brali udział sami mężczyźni. Na tej babskiej skrót CHWDF był odczytany jako Ch... W D... Feministkom. To nie była próba obrażenia feministek, tylko próba pokazania, z jakimi reakcjami one mogą się spotykać się na co dzień, próba pokazania niechęci wobec tego ruchu. Natomiast na wystawie męskiej to ?F" nabrało nowego znaczenia - Ch... W D... Facetom. Tu okazałam się feministką , która neguje mężczyzn. Na tych dwóch różnych wystawach skrót odczytano całkiem odmiennie!

Chyba nie było ci wszystko jedno? Jak ty się w tym odnajdujesz?

Przez to, że projekt "Reallaura" przedstawiał obrazki z życia pewnej artystki plus banalne teksty artykułowane głównie przez kobiety -"znowu spóźnię się przez ten makijaż" "jestem zdołowana kurą domową" itp. - zaczęłam być zaliczana do grona artystek-feministek. Nie lubię szufladkowania i to mi się nie podobało, nie mam nic wspólnego z tym ruchem , mimo że czasami sama się łapię na myśleniu bardzo feministycznym , wręcz radykalnym . Jednak wyodrębnianie ?sztuki kobiet" jest dla mnie nienaturalne. Ponieważ to, że mam taką, a nie inną płeć, nie może decydować o tym, jak a jest sztuka. Uważam, że sztuka kobiet jako taka nie ma racji bytu. Mężczyźni nie nazywają swojej sztuki męską, ponieważ tego nie potrzebują, nie jest zasadne więc, by kobiety wyodrębniały swoją sztukę. Oczywiście m ożna poruszać problemy kobiece, ale sztuka jest sztuką i tyle.

Z czego to mówienie o "sztuce kobiet" wynika? Facetom jest łatwiej?

Pewnie łatwiej , ale nie chciałabym w ten sposób w ogóle rozróżniać artystów.

A może oni po prostu są zdolniejsi?

Niestety, tego się obawiam. Ale nie lubię doszukiwania się rodzaju płci u autora dzieła. Niejednokrotnie miałam ochotę użyć męskiego pseudonimu, żeby spróbować, jak to będzie. Myślę , że część moich prac spokojnie mógłby wykonać mężczyzna i wcale nie byłyby przez to ani lepsze, ani gorsze.

Może kafelki by lepiej leżały?

I tak leżały całkiem nieźle.

Projekt "Suczki": fotografie ulicznych wyzwisk pod adresem kobiet. Chcąc nie chcąc, znowu zabrałaś głos w sprawie. Szukałaś czy samo kłuło w oczy?

W ten projekt byłam bardzo mocno zaangażowana. Mieszkałam wtedy w Poznaniu, przechodziłam przez miasto i po prostu widziałam, jak kobiety są publicznie obrażane. Autentycznie mnie to wkurzało. Wykonałam cykl zdjęć przedstawiających napis y na murach, budynkach, w pociągach , na przystankach . Każdy kolejny napis mi mówił, że ktoś jest kurwą, a ktoś jeszcze kimś innym, niektóre obelgi widniały wręcz pod oknem konkretnej osoby, do której się odnosiły, tuż pod parapetem . Ale myślę, że to nie tylko faceci tak piszą , że często dziewczyny same siebie wzajemnie obrażają . Moje zdjęcia szokowały , pojawiały się na nich ciężkie przekleństwa. Ludzie mówili, że nie zdawali sobie sprawy z  tak ogromnej agresji.

A niby tytuł taki łagodny.

Bardzo źle odbieram wyraz "suczki", bo to zdrobnienie od słowa, które jest dla mnie poważną obelgą . Określenie "suka" sprowadza kobietę do roli przedmiotu, a zdrobnienie użyte wobec kobiety jest już perwersyjne . Ten tytuł zaczerpnęłam z jednego z napisów , ale wziął się t akże z pewnej popularnej swego czasu piosenki . Piosenki, którą lubiły także dziewczyny, bardzo mnie to dziwiło.

Dlaczego? Nie chciałabyś być suczką, foczką, laseczką?

Ja nie, ale może dziewczyny czasem lubią być tak potraktowane, sponiewierane . Niektóre nie czują się obrażone, odbierają to pieszczotliwie, zgadzają się na to, że mężczyźni tak traktują kobiety. Że widocznie tak już musi być .

"Wykrój mojego ciała" też można odczytać jako protest przeciwko uprzedmiotowieniu kobiety. To instalacja z wykrojami, wymiarami i instrukcją, jak można sobie ciebie uszyć, krok po kroku. No i materiał zalecasz odpowiedni, elastyczny najlepiej.

Wykonywałam tę pracę jeszcze na studiach i bardzo ją lubię. Niedawno jedna z  londyńskich galerii tak bardzo na mnie naciskała, żebym wystawiła u nich "Wykrój" - podczas kiedy pracy tej już fizycznie nie było - że postanowiłam przygotować ją na nowo. Kontekst cielesności, uprzedmiotowienia, kobiecości tam się oczywiście pojawił, ale angielska publiczność zauważyła dużo więcej niż sam akcent feministyczny. Dla nich to, że można sobie uszyć akurat kobietę, było podyktowane tylko tym, że artysta jest kobietą. Bardziej zwrócili uwagę na ideę, że każdy może tego artystę mieć , na pewne wątki konceptualne, socjologiczne oraz na przewrotność tej pracy. Elementem wystawy był y fotografie, wykroje, maszyna, tkaniny.. . Była możliwość uszycia sobie ciała "artysty". Ludzie siadali do maszyny i próbowali tę lalkę, kukłę zrobić , chociaż sama instrukcja szycia była mocno abstrakcyjna .

Ale z całkiem praktyczną wskazówką: dla dobrego efektu dobrze jest ciało wypchać.

Przyznam się szczerze, że ja to zrobiłam. Usiadłam przy publiczności i uszyłam tę postać, potem wypchałam ją tekstylnymi ścinkami, gałgankami. Absolutnie mnie nie przypominał a , człowieka zaledwie trochę , ale w końcu nie takie było założenie. Zanim ją wyrzuciłam , służyła w pracowni za fotel, za poduszkę , miękka była...

Młody artysta powinien być miękki, elastyczny, żeby w ogóle zaistnieć?

Elastyczny tak, bo nie wyobrażam sobie, żeby trzymać się   kurczowo jednej idei, nie modyfikować własnej twórczości, nie rozwijać się . Ale dostosowywanie się , naginanie twórczości do potrzeb rynku , do mody , wydaje mi się nieszczere. Bardziej cenię artystów, którzy wybierają to "niemodne" poszukiwanie własnej drogi - jeśli w ogóle można używać kategorii modne i niemodne, mówiąc o sztuce . Mam doświadczenie w pracy ze student ami i wydaje mi się, że teraz młodzi ludzie tracą swoją wrażliwość właśnie przez to, że chcą być jak Grupa Ładnie, chcą malować jak Sasnal, nie zdają sobie sprawy, że nie będą tak malować, bo tylko Sasnal jest Sasnalem . Jego powodzenie wiele zmieniło na polskim rynku sztuki, ale teraz przeraża mnie permamentny pościg w poszukiwaniu nowych trendów, twarzy, błyskotliwych karier itp. To zaczyna być niebezpieczne. Panicznie poszukuje się kogoś nowego, kto zastąpi puste miejsce po Sasnalu. Co dwa lata słyszy się o nowym pokoleniu artystów i o modnych tematach w tym sezonie.

Ty sama wykreowałaś artystkę Laurę Pawelę. W ramach projektu "Reallaura" powszechnie regularnie rozsyłałaś ludziom maile i SMS-y z informacjami od ?Laury Paweli". Podejrzewano, że to pseudonim.

Tak, ale to jest moje prawdziwe imię i nazwisko. Ta tak zwana "Laura Pawela" była z jednej strony postacią realną, z drugiej strony - wymyśloną i uniwersalną , każdy mógł się podpisać pod wysyłanymi przez nią komunikatami, błahymi zupełnie problem ami codziennymi.

Za pomocą których pokazałaś, jak ludzie sprzedają swoją udawaną prywatność, jak na przykład w 160 znakach mówią, co czują, bo taka jest pojemność jednego SMS-a.  

Projekty "Reallaura" czy " Reality _LP", które wizualnie wykorzystywały graficzne elementy komórek i komputerów, mówiły między innymi o tym, jak się ze sobą komunikujemy. Naturalną rzeczą jest lekceważenie polskich znaków w SMS-ach czy mailach. Mieszczenie się w 160 znakach, żeby powiedzieć bardzo wiele , też jest normalne i udaje nam się doskonale . Zabieranie komputera na wakacje również. Nikogo nie dziwi, że środowisko komputerowe stało się dla nas środowiskiem naturalnym. O tym też traktowała moja praca "Natural View". Wykorzystałam w nim wideo nakręcone na Opolszczyźnie. Był to krajobraz , który łudząco przypominał pulpit systemu Windows. Podczas jego oglądania ludzie byli przekonani, że to po prostu wyświetlony pulpit . Dopiero po kilku minutach, jeśli mieli cierpliwość się w ten widok wpatrywać, zauważali, że "pulpit" jest ruchomym obrazem , że to prawdziwa przestrzeń, nad którą latają prawdziwe ptaki i przesuwają się prawdziwe chmury. To bardzo ciekawe, że najpierw widzimy pulpit komputera, a potem dopiero świat nas otaczający.

Dużo życia spędzasz przed komputerem?

Bardzo. Sama się dziwię, dlaczego aż tak dużo . Ani nie dryfuję po internecie, bo nie lubię, nie gram, nie piszę zbyt wiele, więc dlaczego? Myślę, że zżyliśmy się z tymi maszynami , przejęliśmy język komputerowy, mamy już kilka rzeczywistości, które zaczynają nam się mieszać. Często gdy w życiu popełniam y błąd, przychodzi nam do głowy, że można użyć skrótu c ontrol zet, że to się uda cofnąć, naprawić. Po ułamku sekundy dociera do nas to pomieszanie rzeczywistości i jesteśmy bardzo zdziwieni, uważamy, że to śmieszne.

 

O tym, że system zwany człowiekiem może popełnić błąd, jest instalacja "Faster".

Kiedy pracowałam nad wystaw ą "Reality_LP", obrazy były dla mnie tylko częścią projektu. Potem one zaczęły żyć swoim życiem, poza instalacją, zaczęły się dobrze sprzedawać. W pewnym momencie obrazów zabrakło, a wciąż było zapotrzebowanie. Przygotuj jeszcze trzy  "windowsy" , usłyszałam. Zapaliło mi się czerwone światełko. Jak to? Przecież zrobiłam tyle, ile było mi potrzebne do instalacji. Stąd się wzięło ?Faster", gdzie siedzący przy maszynie pracownik produkuje obrazy, na których są tylko białe okienka z czerwonym krzyżykiem w rogu, co w stylistyce windowsowej sygnalizuje jakiś błąd . Ta praca szydziła z nadprodukcji, pokazywała zmęczenie materiału, w dodatku przewrotnie pokazana została w galerii komercyjnej, która te "windowsy" sprzedawała. Wtedy zrozumiałam, że przecież sprzedawanie dla sprzedawania mnie nie interesuje. Chciałabym sprzedawać te prace, które uważam za ważne.

W ostatniej pracy, "Last Exit for Lost", zarzucasz sobie utratę naiwności, wrażliwości. I, jak sugeruje najważniejsze ujęcie z wideo, czarno wszystko widzisz.

Ta praca jest wynikiem depresji, która dopadła mnie rok temu. Chyba za wcześnie zaczęłam wystawiać . Za szybko się wszystko toczyło, sporo wystaw, propozycji, projektów . Myślę też, że niektóre z moich prac mówiły za dużo, nie mówiąc jednocześnie nic . Wydawało mi się, że już wszystko wiem, że złapałam rynek sztuki za rogi. Troszeczkę się zagalopowałam. Jeden projekt miałam gotowy , zaczyna łam drugi. W pewnym momencie zauważyłam, że czegoś mi w tym brakuje, że tylko wpadam na kolejne pomysły i je realizuję , nie mając czasu na głębsze zastanowienie. Kiedyś przez przypadek zajrzałam do swoich bardzo starych, licealnych prac. O czywiście nie były świetne, były kiepskie, ale nie o to chodzi, były po prostu szczere, nieskażone tym, co wiem teraz . Praca "Last Exit For the Lost" opowiada między innymi o wstręcie artysty do swoich prac , z różnych względów. T aki wstręt to uczucie bardzo odświeżające i fajne. Być może ta moja ostatnia praca jest zbyt osobista, może zbyt wiele elementów emocjonalnych się tam pojawiło. Może. Ale dla mnie radzenie sobie z depresją polega na tym, że buduję sobie swój świat artystyczny i staram się wszystko przełożyć na swój język.