Laura Pawela, Rellaura, Piwnice BWA Wrocław, 19 lutego - 22 marca 2003.

Magdalena Ujma

Kawał życia

We Wrocławiu, w piwnicach BWA, gdzie regularnie prezentuje się młodą sztukę, można było oglądać wystawę Laury Paweli. Artystka – studentka rzeźby na ASP we Wrocławiu pokazała prace, należące do cyklu rellaura, nad którym obecnie pracuje.

Rellaura to rozsyłane drogą mailową rysunki. Ich charakterystyczna stylistyka (niewielka rozdzielczość, zielone tła kojarzące się z wyświetlaczem telefonu) powoduje, że wyglądają wypisz-wymaluj jak propozycje ikonek dla nowych modeli komórek. Wiemy jak te ikonki wyglądają. Ich zestawy do ściągnięcia (za odpowiednią opłatą) pojawiają się chociażby w darmowych, wielkomiejskich pisemkach, adresowanych do młodzieży. Co jest na rysunkach? – logo znanych filmów, gier, gwiazd popkultury, zwierzątka, ideogramy. Co się z nimi robi? Można je ściągnąć i mieć na wyświetlaczu własnej komórki. Można je też rozsyłać ludziom. Ikonki to efekt agresywnego marketingu skierowanego do młodych ludzi i tak zwanej personalizacji towarów. Marketingowcy wychodzą z nie do końca słusznego założenia, że ludzie chcą się od siebie różnić oraz odznaczyć czymś wyjątkowym posiadany przez siebie telefon (najczęściej zresztą takiego typu, jak mają wszyscy dookoła). A tak naprawdę chodzi przecież o to, żeby na sprzedaży komórki nie kończył się zysk. Promuje się więc produkty powstałe w związku z nią i właściwie nikomu niepotrzebne. Ich wartość tworzy się przez związanie z emocjami, stylem życia, modą.

W cyklu rellaura ikonkami są autoportrety Laury. Artystka odsłania swoje życie, ważne i błahe zdarzenia mieszają się ze sobą. Czasami w kadrze pojawiają się inni ludzie. Najczęściej jednak pojawia się samotnie Laura – w całej postaci, na przykład mój ulubiony "jestem za gruba" lub tylko twarz, widziana w zbliżeniu. Scenkom towarzyszą komentarze, niekiedy słowa, jakimi Laura zapewne mówi do samej siebie patrząc w swoje odbicie, innym razem jakby zdania wyrwane z rozmowy, które popychają akcję do przodu, streszczając to, co właśnie się wydarzyło. Relacje z życia bohaterki rellaury zapisane są zawsze w pierwszej osobie. Następuje więc personalizacja – ale nie telefonu, tylko samej ikonki, w której pojawia się niezwykły przekaz: dziennik artystki w odcinkach. Stosuje ona strategię marketingową. Jeśli ma istnieć jako artystka, to musi zostać nie tylko dostrzeżona, zaproszona i pochwalona. Musi zrobić karierę. Nie czekając aż ktoś się nią zainteresuje, wzięła sprawę w swoje ręce. Zaczęła się lansować jak dzieje się to z kandydatami na gwiazdy programów telewizyjnych. Ujawniła własną prywatność. Z tej wiedzy nie wynika dla nas nic poza tym, że wiemy, jakie problemy dnia codziennego miewa Laura. Ta wiedza jest jednak cząstkowa. Po co zresztą mamy wiedzieć o Laurze cokolwiek? W jej działaniu jest ta sama strategia, co w masmediach, żerowania na odruchu podglądania, z tą różnicą, że to, co nam prezentuje Laura, jest jej wyborem, jest jej kreacją samej siebie. Te portrety, zwykłe teksty, sprzedawanie swego życia – to rodzaj gry w ekshibicjonizm. Laura mówi, że jeśli nie sprzedajesz swego życia, to nie istniejesz. I pokazuje kretyństwo tej zawsze chętnie kupowanej przez widownię prywatności. Rellaura przypomina także o drugiej stronie medalu: o jakiejś wielkiej modzie i wielkiej potrzebie zwykłych ludzi odsłaniania się, odkrywania nawet wstydliwych stron życia. To jest widoczne także w blogach, do których rellaura też przecież nawiązuje.

Jednak rellaura nie jest przypadkiem sztuki krytycznej. Oprócz analizy pewnej sytuacji socjologicznej, jest w niej także wiele poczucia humoru i zabawy z nami, którzy te ikonki regularnie dostajemy. Specyfika tej pracy polega na tym, że dociera do ludzi zupełnie innymi kanałami niż zwykłe sposoby rozprzestrzeniania się sztuki. Dociera w czasie zwykłych zajęć, do skrzynek pocztowych, na komputery. Nie ma w niej nachalności, nadęcia się, szukania na siłę jakichś odkryć. Jest niespodziewanym kawałkiem sztuki w ciągu dnia.

Ja sama czekam na rellaurę jak na odcinki ulubionego komiksu.
Magdalena Ujma