| Monika
Branicka, fragment artykułu do "Obiegu"
Wymienione prace są bardziej dosłowną ilustracją, natomiast wartościowanie języka pokazuje Laura Pawela w instalacji Suczki. Artystka na przystankach, w pociągach i innych miejscach publicznych odnalazła i sfotografowała komentarze odnoszące się do kobiet. Jak podkreśliła, na wystawie pokazał tylko te "najsłabsze" a i tak roi się od grubych przekleństw. Jaką funkcję spełniają te napisy? Czy są manifestacją, skąd w nich ta obsceniczność i agresja? Kto jest ich adresatem? Czy kwiatek na 8 marca to zapłata za przyzwolenie na obrażanie przez pozostałe dni w roku? Dla artystki są przede wszystkim dokumentem sposobu myślenia o kobietach i dowodem kontrastów kulturowych. Mnie najbardziej zaintrygowało użycie inwektywy w formie zdrobniałej, niemal pieszczotliwej: "Hej suczki!".Czyżby jakiś amant chciał jednocześnie obrażać i prawić komplementy? Projekt ten wymagał wyostrzenia zmysłów na wyjątkowo absurdalne sytuacje komunikacyjne: bez nadawcy i bez adresata. Choć tego rodzaju napisy nie są rzadkością w naszym otoczeniu, mało kto przyzna się do ich pisania. (Zawsze z uwagą czytałam inwokacje w toaletach biblioteki uniwersyteckiej zdumiona kwiecistością języka intelektualistek, o wiele zresztą bogatszego niż ten ze zdjęć Laury.) Co więcej, nasycone agresją spotykają się z całkowitą obojętnością przechodniów. |