Polisa na talent

* Z Laurą Pawelą rozmawia Michał Raińczuk

* Czym jest dla ciebie talent?

-Słowo talent rozumiem w dwojaki sposób i takie też rozumienie próbowałam przekazać w projekcie "Ubezpieczenie talentu". Z jednej strony talent to coś, co pozwala w jakiś sposób funkcjonować na rynku sztuki, z drugiej to zdolność do tworzenia rzeczy ponadprzeciętnych, bycie kreatywnym.

* Najpierw umieściłaś definicję talentu w kontekście rynku.

- Bo tak właśnie jest. "Ubezpieczenie talentu", cały ten projekt, nie był akcją prezentującą ofertę firm ubezpieczeniowych, ale próbą skomentowania dziwnej sytuacji na rynku sztuki. Funkcjonujemy w rzeczywistości piętnastominutowych karier. Zdolny artysta jest zauważany, wzbudza zainteresowanie, wykorzystuje się go, a chwilę potem zapomina o nim na rzecz następnego. W takiej sytuacji spróbowałam ubezpieczyć swoje piętnaście minut, swój własny talent. Za jego wygaśnięcie uważam dwa momenty. Pierwszy to ten, kiedy skończyłaby się moja kreatywność, nie byłabym w stanie nic już wymyślić; drugi, kiedy nie byłoby już zapotrzebowania na moją sztukę, nie dostawałabym żadnych propozycji z galerii, słowem - przeminęłoby moje piętnaście minut.

- Mówisz o piętnastu minutach sławy - to pojęcie nie jest niczym nowym.

* Nie, ale kiedy słyszę w mediach kolejne doniesienia o tym, że ktoś ubezpieczył swój głos, nogę, biust, tyłek czy laptopa, zaczynam się zastanawiać - oczywiście z dużą dozą specyficznego dla mnie humoru - czy nie mogę zrobić tego samego ze swoim talentem. Przestaną napływać propozycje? Trudno. Jestem, mówiąc kolokwialnie, ustawiona. Odbieram odszkodowanie i po sprawie. (śmiech)

* Ale chyba się nie udało.

- Nie udało. Ale już rozpoczynając realizację tego projektu, byłam przygotowana na takie niepowodzenie - dlatego tak dobrze dokumentowałam całą akcję. Większość przedstawicieli firm ubezpieczeniowych miała bardzo racjonalne wytłumaczenie: nie można jasno zdefiniować pojęcia "talent" i precyzyjnie wytyczyć granic, gdzie się zaczyna, a gdzie kończy. Pojawił się jednak szereg propozycji, które miały za zadanie podciągnąć talent pod kategorię ubezpieczenia od nieszczęśliwych wypadków - kiedy, na przykład, straciłabym dłoń. Ale przecież utrata połowy palca to nie utrata talentu. Nie zgodziłam się. Albo polisa na talent, albo żadna.

* Jakie były pierwsze reakcje, kiedy pytałaś o tego typu ubezpieczenie?

- Z firmami kontaktowałam się mailowo, telefonicznie i osobiście. Mojej propozycji zawsze towarzyszyło duże zaskoczenie. Chociaż wszystko wyglądało inaczej w Warszawie, a inaczej w mniejszych miastach. W drugim przypadku było swobodniej, weselej. Wszędzie traktowano mnie jednak poważnie, sugerowano inne możliwości. Wielokrotnie słyszałam: "Talentu nie ubezpieczamy, ale..." Jestem więc na bieżąco z ofertą na rynku ubezpieczeniowym, znam wszystkie stawki i aktualne promocje! (śmiech)

* Sięgasz po telefony komórkowe, remontujesz łazienkę, chodzisz po firmach ubezpieczeniowych; można powiedzieć - robisz zwykłe rzeczy. Co sprawia, że zamieniają się w sztukę?

- Artysta ma do wyboru wiele środków wyrazu, nie tylko obiekt, obraz, coś namacalnego. Moim zdaniem sama akcja też z powodzeniem może być sztuką. Bardzo istotny jest kontekst, nawiązanie do współczesnych realiów, do sytuacji, które miały miejsce. Interesuje mnie dowcip, komentarz, wyostrzenie problemu, użyte środki nie są najważniejsze. Czasami kompletnie nie wiem, co powiedzieć, innym razem mam ochotę skomentować coś, co mnie ukłuje, uszczypnie, zaboli lub rozbawi. Projekt "Łazienka" był na przykład buntem przeciwko wizerunkowi Polaka za granicą - łagodnym i z pozoru zwyczajnym, ale jednak buntem.

* Na jednym z twoich obrazów widnieje napis "are you bored with art?" Dzisiejsza sztuka nudzi?

- Był taki etap, kiedy zaczęły mnie nużyć własne obrazy. Po prostu za dużo ich wtedy malowałam i chciałam nimi wyrazić to, że mam ich dosyć. (śmiech) Ale sztuka absolutnie nie jest nudna! Jest nieustannie interesująca, wciąż niesie ze sobą wiele treści.

* Cytat z innego z twoich obrazów: "za coś trzeba żyć". Ile w dzisiejszej sztuce marketingu? Ty sama potrafisz zrobić wokół siebie spore zamieszanie.

- Żyjemy rzeczywistości, która wymusza autoreklamę. Rozgłos to połowa sukcesu. Chociaż "Ubezpieczenie talentu" - spokojne, kameralne - nie miało być tego typu projektem. Było tak natomiast z "Reallaurą". Ta akcja na pewno wykorzystywała zasady funkcjonowania produktu na rynku.

* Więc dzieło sztuki jest produktem?

- Nie da się tego obejść. Tak po prostu jest. Bez szumu i odpowiedniej reklamy nie uda się zaistnieć w świadomości ludzi. Trzeba się z tym pogodzić.

* Chętnie wykorzystujesz komputer i Internet, przez wielu uznawany za jeden wielki śmietnik. Takie narzędzia sprzyjają rozwojowi sztuki, czy rozmieniają ją na drobne?

- Internet to nie tylko śmietnisko. Chociaż jest w nim całe mnóstwo odpadków, potrafię w nim znaleźć rzeczy istotne, ciekawe informacje. To naturalne środowisko dla młodych ludzi. Kiedy chcemy coś kupić, gdzieś wyjść albo coś sprawdzić, najpierw szukamy tego w sieci.

* Myślisz, że Internet zastąpi tradycyjne galerie?

- Rozmawialiśmy o tym jakiś czas temu w gronie znajomych i doszliśmy do wniosku, że w pewien sposób już się tak dzieje. Wielu z nas ogląda wystawy w Internecie, galerie zakładają swoje strony w sieci. Ale są dzieła, które wciąż chce się zobaczyć na własne oczy, dotknąć, posmakować. Nie bez znaczenia jest też aspekt towarzyski.

* Zmienia się postrzeganie talentu, sposób patrzenia na sztukę, a jak miewa się pojęcie artysty?

- Artysta to dzisiaj zarówno osoba realizująca interesujące, interaktywne projekty internetowe, jak i malarz tworzący kolejne olejne dzieło w swojej pracowni. Przemija natomiast romantyczne wyobrażenie o artyście. Dzisiaj nie patrzy się już na niego jak na natchnionego lekkoducha, który nie ma za co żyć i czeka, aż po śmierci ktoś wyciągnie z szafy jego prace.

* 3 lutego o godz. 18 we wrocławskiej galerii Entropia (ul. Rzeźnicza 4) zostanie otwarta wystawa dokumentująca najnowszy projekt Laury Paweli "Ubezpieczenie talentu". Wystawa będzie czynna do 15 lutego.


RAMKA:

Laura Pawela
Rocznik '77. W 2004 roku zdobyła dyplom wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych (wydział rzeźby). W swoich obrazach często nawiązuje do estetyki komputerowego systemu operacyjnego Windows. Jest autorką kilku głośnych projektów, m.in. "Reallaury" (wykorzystała w nim konwencję logo wyświetlacza telefonu komórkowego, powstałe w tej stylistyce obrazki wysyłała do wielu adresatów za pomocą SMS-ów i poczty internetowej) oraz "Łazienki" (podczas pobytu na stypendium we Francji wyremontowała łazienkę w Centre Européen d'Actions Artistiques Contemporaines, instytucji goszczącej ją w Strasburgu). W 2003 roku została nominowana do Paszportu "Polityki" w kategorii plastyka, rok wcześniej zdobyła stypendium ministra kultury.