Violetta Sajkiewicz

Real Laura?

Reality show w komórce
W jednej z wideo instalacji Nam June Paika Budda wpatruje się w postać widoczną na monitorze telewizora. Trzydzieści lat później w Mobile Phone Budda (2004), dyplomowej pracy Laury Paweli, jego postać zostanie umieszczona we wnętrzu telefonu komórkowego. Budda stanie się graczem w grze, w której stawką jest nowy, postmedialny realizm. W grze, która wciąż budzi nieporozumienia, o czym przekonuje chociażby otwarta niedawno w łódzkiej galerii Atlas Sztuki wystawa portretwłasny.pl. Zestawione na niej w przypadkowy sposób obrazy Paweli i Krzysztofa Skarbka, wiele tracą. O ile bowiem marzeniem urodzonego pod koniec lat 50. Skarbka było, by zgrzebna rzeczywistość PRL-u zamieniła się w konsumpcyjny raj, o tyle blisko dwadzieścia lat młodszej od niego Paweli przyszło w nim żyć. On jest poszukującym lepszej przyszłości fantastą, ona trzeźwą realistką bacznie obserwującą banalność otaczającej jej rzeczywistości. Zaś banalizm, mimo iż rozważania na ten temat można było znaleźć nawet w wysokonakładowej prasie, ciągle bywa traktowany jak niedoskonała, naiwna wersja realizm. Stąd zapewne kuriozalne, choć zapewne w intencji kuratora łódzkiej wystawy niezwykle pochlebne porównanie twórczości Paweli z malarstwem Gustawa Courbeta. Stąd zestawienie jej prac z malarskimi utopiami Skarbka. Czym zatem charakteryzuje się realizm wrocławskiej artystki?
Wydany kilka lat temu komiks Wilhelma Sasnala Życie codzienne w Polsce 1999-2001 reklamowano jako pierwszą prawdziwie realistyczną książkę o pokoleniu urodzonym w latach 70. Powieść (sic!), z której, jak pisał Paweł Dunin-Wąsowicz, wreszcie dowiadujemy się, ile kosztuje bułka i że nie należy jej kupować, jeśli sprzedawca ma brudne ręce." Nie miejsce tu, by spierać się o literaturę banalistyczną i polemizować z Dunin-Wąsowiczem, ale trudno nie zgodzić się z nim, że najbardziej powszechnym dziś nastawieniem odbiorczym jest aktualizacja sztuki. Tyle z niej rozumiemy, ile - pisał Przemysław Czapliński - jest w niej teraźniejszości. Młodym artystom obce są wielkie tematy, ich sztukę cechuje chwilowość. Są dziećmi Internetu i pop kultury. Toteż, jak o twórczości Laury Paweli pisał Paweł Goźliński, zamiast "budować szańce sztuki wysokiej, lepić pomniki z własnej egzystencji, zaczęli bawić się jak dzieci. W reality show, w reklamy nieistniejących produktów i usług, w sesje niemodnej mody". Jednak częste w twórczości dwudziestoparolatków odwołania do dyskursu medialnego, nie oznaczają wcale utraty jednostkowej, indywidualnej perspektywy oglądu rzeczywistości. Przeciwnie, jedną z najważniejszych cech ich sztuki jest mały realizm czy wręcz "nowa lokalność". Łączy ich skupienie się na tym, co bezpośrednio ich otacza: blokowiskach, klubach i hipermarketach. Odróżnia stosunek do codzienności. Personaliści, idealizują ją. Natomiast banaliści celowo tworzą prace programowo przeciętne, będące jawną i prześmiewczą manifestacją nudy. Stosowana przez nich metoda zerowa polega na takim kształtowaniu z pozoru nieinteresujących dzieł, by zaciekawiły "wtajemniczonych", tych, którzy znają klucz.
Twórczość Paweli może sprawiać wrażenie personalistycznej. "Staram się być - pisała w odniesieniu do swych starszych prac, prezentowanych na drugiej edycji Rybiego Oka - zupełnie szczera w tym co robię, pogodzona z samą sobą, wszystkim co ze mną związane". Sygnaturą tej szczerości zdaje się być autobiografizm jej twórczości. Szczególnie wyrazisty w Reallaurze (2002-2004), bo choć na części tapet pojawiają się inne osoby, najczęściej chłopak Laury - Bartek, najważniejsza jest ona sama. Zawsze obecna, zawsze mówiąca w pierwszej osobie. Odwołując się do poetyki małej codzienności, rezygnuje z komentarza i interpretacji. Wybiera reporterską dosłowność, by na bieżąco informować widzów o swoim życiu: przeprowadzce do Poznania, zaliczeniu sesji, nominacji do paszportu "Polityki" i wreszcie, co za ulga, obronie dyplomu. Jej życie przekształca się w strumień obrazów. Laura krząta się w kuchni, zmywa naczynia i przygotowuje zapiekankę według przepisu Michała K. Widzimy, jak przymierza dres, w którym znów wygląda młodo. Dowiadujemy się, że jest alergikiem, że chce schudnąć i zapuścić włosy. Ważne i błahe zdarzenia mieszają się ze sobą. Laura marzy o zakupie aparatu cyfrowego. Narzeka na "ciągle puste konto i brak kasy", ale też na to, że coraz mniej czasu spędza ze swoim chłopakiem. Komunikuje swoje emocje: złość, smutek, radość. Mówi o nękających ją lękach i frustracjach.
Nie dajmy się jednak zwieść pozorom, twórczość Paweli niewiele ma wspólnego z intymistyką. Artystka nie jest, jak w katalogu łódzkiej wystawy pisze Krzysztof Cichoń, świadkiem, kimś obdarowanym wiarą w naoczność, kto instynktownie wierzy, że to, co widzi jest prawdą. Nic bardziej błędnego. Laura gra w realizm. Także dlatego, że blogi, na których wzorowała się tworząc Reallaurę, są nie tylko rodzajem autoterapii, wynikającej z potrzeby uzewnętrznienia swoich przeżyć, ale też czystą kreacją, sposobem lansowania własnego wizerunku. Ich istotą jest komunikacja, to, że czynione przez twórców blogów zapiski są czytane i, co równie ważne, komentowane. Laura ani przez chwilę nie zapomina, że po drugiej stronie weneckiego lustra, w którym się przegląda, znajdują się widzowie. Świadomie prezentuje swoje życie jako rodzaj reality show, choć jej celem nie jest wyłącznie zaspakajanie ich voyerystycznych pragnień. Widowiska typu Big Brothera pełnią jeszcze jedną funkcję. Są, jak pisał Zygmunt Bauman, współczesnymi moralitetami tłumaczącymi tajniki bytu, oferującym wolność od wstydu i rozgrzeszenie od grzechów. Laura jest "dziewczyną z sąsiedztwa", każdym, współczesnym everymanem. Kimś, z kim mogą utożsamiać się jej odbiorcy. Perypetie artystki wydają się zwyczajne, ale jest to zwyczajność spreparowana, uogólniona, statystyczna. Jej przeżycia mają wymiar uniwersalny. Są "przykładowymi komunikatami wysyłanymi przez współczesnych ludzi", budowanym głównie na podstawie mediów "tekstem rzeczywistości". Tworzące go obrazy techniczne są modelami (instrukcjami) przeżywania, poznawania i wartościowania zachowań społecznych, które posiadają nie tylko znaczenia programowe, ale także programujące, określające to, jak postrzegamy otaczający nas świat.
W Reallaurze, którą reklamowało hasło: "Jeszcze bliżej codzienności, prawdziwej, dosłowniej..." aż roi się od stereotypów. Pawela cytuje obiegowe opinie o swoim pokoleniu, dzieciach gorszej koniunktury, którym "nie chce się walczyć". Dla których, jak pisał Kuba Wandachowicz, wolność oznacza intelektualną pustkę, "którzy nie chcą uczestniczyć w żadnym dyskursie - społecznym, politycznym czy jakimkolwiek innym". Gdy Laura oświadcza: "dziś kończę 26 lat, żadnych złudzeń, żadnej pracy, żadnych ulg", mówi nie tylko w swoim imieniu, ale również swoich rówieśników. Generacji Nic, dla której najważniejszym doświadczeniem pokoleniowym jest utrata złudzeń związanych z przemianami ustrojowymi w Polsce po 1989 roku. Nowy wspaniały świat, w którym się znaleźli okazał się rajem tyleż iluzorycznym, co sztucznym. Starsi zarzucają im hipokryzję i życiowe cwaniactwo. "Jesteśmy agresywni, źli i obrażamy uczucia" - powtarza artystka za środkami masowego przekazu. Ale pokazuje też, że roczniki siedemdziesiąte "marzą, by się wyspać", lub - jak na jednym z obrazów "komputerowych" - że brakuje im czasu, by być.
Zgodnie z schematami zaczerpniętymi z kolorowych pism kobiecych Laura martwi się niepowodzeniami w kontaktach interpersonalnych i niedoskonałościami swego wyglądu. Czasami w sposób wręcz karykaturalny, jak w pracy inicjującej cykl lub gdy wyznaje, że pora zacząć walkę ze zmarszczkami. Porównując jej prace z rysunkami Endo czy obrazami Agaty Bogackiej, można dojść do wniosku, że młode dziewczyny z wielkich miast, niezależnie od tego czy będzie to Wrocław czy Warszawa, mają podobne problemy. Brakuje im czasu, a czasami także pomysłu na to, co mają zrobić ze swoim życiem. "Nie mam nic do narysowania" - oświadcza Endo. "I co dalej?" - pyta Pawela. Równocześnie trudno oprzeć się wrażeniu, że jesteśmy świadkami mistyfikacji, że to, co bierzemy za rzeczywistość, jest ostentacyjnym powtórzeniem dobrze nam znanych schematów obrazowania.
Dotyczy to nawet prac z pozoru wręcz naturalistycznych, jak prezentowane w ramach krakowskiego Święta kobiet - Suczki (2004). Fotoreportaż dokumentujący wyzwiska, wypisywane na ścianach domów, w pociągach i innych miejscach publicznych, którego dopełnienie stanowią wyryte na pleksi obelżywe określenia, jakie ujrzeć można na szybach tramwajów i wiat autobusowych. Jedną płytę z pleksiglasu Pawela zostawiła pustą, przeznaczając ją na komentarz odbiorcy. Na wernisażu jakiś młody człowiek napisał na niej "kolesie to pedały", komentując tym samym zgromadzone na wystawie prace. Bo choć Suczki dotykają przede wszystkim problemu relacji międzyludzkich, wiele mówią też o potrzebie uprzedmiotawiania Innych (kobiet, osób o odmiennych preferencjach seksualnych, słabszych).
Pawela nobilituje codzienność, podnosi ją do rangi sztuki, ale równocześnie teatralizuje ją. Tnie na sekwencje, które wydają się żywcem zaczerpnięte z telewizyjnych seriali. Posługując się strategią komiksu wpisuje świat przedstawiony w gwarantującą szybkie porozumienie z odbiorcą, łatwo rozpoznawalną konwencję. Skutkiem tego jest typizacja, konstruowanie modelu świata, odpowiadającego naszemu wyobrażeniu o nim. Zamiast fragmentu rzeczywistości, otrzymujemy jej ekstrakt. Im dłużej przyglądamy się "prawdziwej" Laurze, tym bardziej wątpimy w jej realność. Szczególnie mocno odczuli to widzowie zorganizowanej w Zamku Ujazdowskim wystawy Reality_LP (2004), o której Michał Krasny pisał, ze jest "niczym tekturowe dekoracje teatralne, ostentacyjnie sztuczna i fasadowa". Artystka manifestacyjnie ujawnia umowność stosowanych przez siebie praktyk, "przekładając" cyfrowe obrazy na tradycyjne techniki artystyczne. Naśladujące niską rozdzielczość wyświetlaczy telefonów komórkowych prace z cyklu Reallaura powstawały w Photoshopie, w żmudnym procesie nakładania na półprzezroczyste zdjęcia kratek przypominających piksele. Ich trójwymiarowym odpowiednikiem stały się kostki z pianki poliuretanowej, z których wykonana została instalacja Mobile Phone Budda. Gdy zmieniała się rozdzielczość, gdy w komórkach upowszechniły się kolorowe wyświetlacze, ich podrabianie straciło sens, gdyż tapety Laury zbyt przypominałyby fotografie. Tymczasem artystce zależy na tym, by podkreślić rozdźwięk między światem techniki a sztuką. Obrazy, zarówno te będące kontynuacją internetowej Reallaury, jak i wyobrażające okna Windowsów, maluje farbami olejnymi lub akrylowymi na płótnie. Nie ukrywa, że ręcznie wykonuje komputerowy layout. Przeciwnie, ujawnia niedoskonałości swych obrazów. Spod ramek dokumentów Worda wyzierają deski blejtramów. To, co oglądamy nie jest duplikatem rzeczywistości, lecz jej tandetną atrapą. Nic więc dziwnego, że próba zalogowania się do systemu musi kończyć się niepowodzeniem. "Pędzel - pisał Marcin Krasny - nie może zastąpić kursora, namalowany przycisk nie zareaguje na dotyk, windowsowe okienko rozpięte na blejtramie nie może zostać zamknięte. Zaaranżowana przez artystkę sytuacja komunikacyjna jest pozorna. Nie możemy odpowiedzieć Laurze wybierając opcję 'Yes' lub 'No'." Nie możemy przedrzeć się przez obraz rzeczy. Tym samym zamiast uczestniczyć w świecie, żyjemy przesłaniającym go obrazem, a nie rzeczywistością.

Najnowszy model
Ekshibicjonizm Paweli jest rodzajem gry z publicznością, z mediami, tyleż autoironicznej, co gorzkiej. Artystka nie ma złudzeń, co do tego, w jaki sposób można osiągnąć popularność. Dobrze wie, że by zaistnieć, trzeba umieć się sprzedać. "Ciągle się wystawiam w różnych projektach - mówi - (...) jestem towarem, moja sztuka nim jest, moje ulubione lody jogurtowe..." . Jej obecność bywa zaznaczona symbolicznie, poprzez nadawanie obiektom np. w pracach Dom 152 czy Gra, wymiarów jej ciała lub przez wykorzystywanie odlewów jego fragmentów. W Anty-konsumpcji odciśnięte w tkaninie usta artystki, pokazane w różnym stopniu rozwarcia, od lekkiego półuśmieszku do maksymalnego rozchylenia, sugerują różne fazy aktu płciowego. Przykryte obrusami stoły nie pozostawiają wątpliwości, że uczestniczymy w bankiecie, którego przedmiotem jest kobiece ciało. Podobny motyw pojawia się w pracy Czy krytyk mnie kupi?. W wersji prezentowanej we wnętrzach Galerii Miejskiej we Wrocławiu (2002), artystka zawiesiła na rzeźniczych hakach formy przypominające kształtem połcie mięsa, na których umieszczone zostały jej wizerunki. Ustawiona przed nimi różowa świnka-skarbonka czekała na datki. Oba wyraźnie zaznaczające się w tej realizacji podteksty: seksualny i metaartystyczny pojawiają się również w pracy Wykrój mojego ciała (2002), w której Pawela proponuje uszycie będącej jej kopią, szmacianej lalki. By ją wykonać wystarczą 3 metry miękkiego, elastycznego materiału o szerokości 1,5 metra. Dołączona do wykroju naturalnej wielkości fotografia nagiej artystki, z rozrysowanymi na jej ciele liniami cięć, ułatwić ma wyobrażenie sobie gotowego "produktu". Artystka - kobieta przekształca się, jak pisała Magda Ujma, w erotyczną lalę, jest żałosna i podniecająca jednocześnie. Jednak projekt Paweli ma również wyraźnie ironiczny podtekst. Jej "autoportret" tworzą przecież widzowie, zaś ci formując jej postać według własnych upodobań, portretują bardziej siebie niż Laurę.
Prace artystki mają skłaniać do reakcji, drażnić, śmieszyć. "Codziennie nowe, aktualne wzory z życia Laury" - reklamuje Reallaurę. Chcąc nie tylko zainteresować odbiorców swoim projektem, ale też wypromować się sama, "stać się mega-idolem użytkowników telefonów komórkowych". Każdy może stać się sławny, wystarczy znaleźć się na okładkach kolorowych pism i wzorem rozmaitych "znakomitości" ujawnić nieco pikantnych szczegółów ze swego życia. Wszystko zaś dlatego, że - jak zauważył Zygmunt Bauman - wynoszenie prywatności do rangi "sprawy publicznej" stało się dziś jednym z najbardziej nośnych czynników stratyfikujących i upragnionych przywilejów. Podążając tym tropem Laura i jej chłopak - Bartkek Gaweł wcielili się w ramach projektu Gwiazdy (2002) w postaci z okładek "Vivy" i "Gali". Ona przeobraziła się w kobietę, którą "pożąda świat", on - w jednego z dziesięciu najbardziej seksownych mężczyzn. Inna okładka łudziła nadzieją, że dowiemy się, jak zaczęła się ich miłość. Jeszcze wyraźniej mechanizm kreowania "wydarzeń" medialnych demistyfikuje praca Pawela ma jaja! (2004). Będące pastiszem sensacyjnych odkryć prasy brukowej zdjęcie z pierwszej strony "Faktu", na którym przez opięte spodenki wyraźnie widać jądra artystki. O jego celności świadczyć może pozwanie do sądu przez urażoną gazetę krakowskiej Galerii BB, gdzie wystawa Jajo-Jo!!! miała miejsce.
Pawela jest "gwiazdą", ale nade wszystko jest artystką snującą rozważania na temat procesu twórczego. W Reallaurze chwali się, że dostała wyróżnienie za obraz, że skończyła studia. Zastanawia się, czy opłaca się tworzyć sztukę. Opowiada o frustracjach, jakie towarzyszą jej pracy. W obrazach "komputerowych" pyta potencjalnych widzów, czy są znudzeni sztuką? Zastanawia się, czy jest dobrym malarzem, ocenia swoją twórczość, dając równocześnie do zrozumienia, że "wyobraźnia może być zainfekowana". W innej pracy, którą można traktować jako zamknięcie wystawy Reality_LP, oznajmia, że proces kreacji został zakończony. Widzom pozostaje przyjąć ten fakt do wiadomości. Laura mówi "językiem" komend komputerowych o swoich emocjach i odczuciach. Ale równocześnie kpiąc sobie z powagi interfejsu Windowsów przekształca go, wprowadzając do niego zieloną żabkę - żartobliwą ikonę użytkownika. Odwołując się do strategii personalizacji towarów, w myśl której konsumpcja stała się czynnością duchową, służącą ekspresji "ja", niszczy - niczym bohaterka nakręconej przez Ridleya Scotta reklamy komputera Apple Macintosh - ekran Wielkiego Brata, zapowiadając nadejście ery bardziej przyjaznych, prawdziwie osobistych PC-tów.
Sztuka ma być, pisze Bell, "jak nagłówki gazet, jak komendy programów komputerowych, jak sms`y." Nie przypadkiem w słowach tych pobrzmiewają echa manifestów konstruktywistycznych. Banalizm cechuje bowiem - jak zauważa Krzysztof Uniłowski - skłonność do nadużywania i dysfunkcjonalizacji chwytów typowych dla awangardy. Obdarzony sensem metaartystycznym poprzez ukazywanie trywialności i bezwartościowości życia staje się zamknięciem, "oczyszczającą i niwelującą wysoki modernizm parodią" . Rozmyślnie tandetny, "kabaretowy" konceptyzm banalistów może być traktowany jako przewrotna ilustracja "paradoksu nowoczesnego artysty, usiłującego przekroczyć granice zastanej konwencji. Jest przeciwieństwem a zarazem odpowiednikiem neoawangardowego konceptualizmu. Ta ambiwalencja daje o sobie silnie znać w sposobie, w jaki Pawela odwołuje się do strategii marketingowych.
Artystka wciela w życie przekonanie Andy Warhol, że największą sztuką jest biznes. By "dzieło" mogło zaistnieć, musi być potraktowane jak towar, który zgodnie z prawami rynku należy sprzedać, uprzednio odpowiednio go zareklamowawszy. Nikogo już nie dziwi, że debiutant umieszcza na okładce swojej książki rekomendacje co najmniej kilku tuzów krytyki literackiej. Jeśli o produkcie, także artystycznym, nie mówi się, jeśli pozbawiony jest odpowiedniej reklamy, to nie istnieje. Jednak lans często bywa traktowany przez młodych artystów przewrotnie, jako jeden z elementów artystycznej gry z odbiorcą. Książka Sasnala była prezentowana jako "ulubiony komiks młodej inteligencji". Natomiast Pawela zachwala Reallaurę jako "Pierwszy projekt artystyczny w twoim telefonie komórkowym". Kpiąc z własnej, "medialnej" popularności zachowuje się jak rasowy trendsetter, przekonując odbiorców, że sztuka może być trendy. Jej "wina" wydaje się bezsprzeczna - stara się zwrócić na siebie uwagę, zaistnieć w mediach, stosując typowe dla nich metody promocji. Zaprojektowane przez nią loga można "ściągnąć" za 2,44 zł ze strony internetowej http://reallaura.smsbox.pl, co czyni je zapewne najtańszą sztuką w Polsce. W ofercie jest ich prawie 70. Nie byłoby w tym nic dziwnego, wszak na Dalekim Wschodzie pojawiły się już powieści udostępniane w formie płatnych SMS-ów, gdyby nie to, że marketingowa strategia artystki jest tylko pozą.
Nie martwi ją nikłe zainteresowanie logami. Reallaurę trzeba bowiem traktować jako electronic-gift-giving (elektroniczne obdarowywanie). Toczące się w realu życie przełożone zostaje na język cyberprzestrzeni. Sieciowej przestrzeni komunikacyjnej, w której trwa wymiana wartości symbolicznych. Kolejne "odcinki" przygód z życia Laury, omijając pośrednictwo instytucji artystycznych, trafiały bezpośrednio do zainteresowanych za pośrednictwem poczty elektronicznej, by po pewnym czasie już jako lightboxy i obrazy zaistnieć w galeriach. Nim to nastąpiło Pawela rozsyłała swoje tapety w formie spamu. Zachowując się tak, jakby wysyłała reklamę produktu, który już niebawem pojawić się ma na rynku. Później, nękana przez administratorów sieci, zmieniła strategię działania, rozsyłając kolejne prace tym, którzy zapisali się na listę mailingową. Jej projekt nawiązywał wprost do sztuki poczty, opartej na niekomercyjnej komunikacji, dokonującej się poprzez wymianę dóbr artystycznych. Ale z kulturą daru Edwin Bendyk wiąże również popularność SMS-ów, których znaczna część jest pusta znaczeniowo, gdyż nie tyle służą do wymiany informacji, ile do budowy więzi. Są, jak tapety i obrazy Paweli środkiem kontaktu z odbiorcą.

Witajcie w Matrixie
"Czy naprawdę znajdujemy się teraz wewnątrz programu komputerowgo?" - mogliby zapytać widzowie wystaw Paweli. - "Czy rzeczywiście tak trudno w to uwierzyć?" - zadaje się odpowiadać artystka. Jak gdyby powtarzała nie tylko słowa ekranowego Morfeusza, ale też zwolenników obliczeniowej teorii umysłu, Stephena Wolframa i Eda Fredkina, dla których "zarówno procesy percepcji, jak zjawiska umysłowe są skutkiem procesów komputerowego przetwarzania informacji". Jeśli zaś rzeczywistość można zapisać przy pomocy algorytmu, nie da się wykluczyć, że żyjemy w Matrixie lub że jesteśmy bohaterami komputerowej gry The Sims. Na wystawie Reality_LP artystka przenosi widzów do wnętrza systemu operacyjnego, który, jak pisał Stach Szabłowski, choć przypomina komputerowy interfejs, jest aplikacją służącą artystce do obsługi własnej tożsamości . Ściany, podłoga i sufit galerii zostały wyklejone fototepetą przedstawiającą pokryte białymi obłokami niebo Windowsów. Jedyne, które mamy. Zawsze pogodne i perfekcyjnie błękitne, bo jednym ze skutków powszechnej dostępności do programów graficznych jest standaryzacja świata obrazów. Pawela maluje swoje "środowisko naturalne" - komputerowo generowane wizerunki, które tak dobrze zadomowiły się w naszej świadomości, że traktujemy je jako oczywistość. Ba, czasami uznajemy za rzeczywistość, zapominając, że są tylko obrazami. O czym przypomina, zwracając uwagę na to, co zwykle pomijane jest przez innych artystów: ramki, paski przewijania, okna dialogowe, komunikaty błędów i puste dokumenty.
"Czy jestem uzależniona?" - zastanawia się artystka, bo zarówno komunikowanie swoich uczuć, jak i nawiązywanie kontaktów wydaje się jej dużo prostsze za pośrednictwem sieci niż w realu. Traktując komputer jako przedłużenie człowieka, jego ręce, mózg i nerwy, zmienia generowane przez niego hasła na takie, jakie sama mogłaby wysyłać. Informuje widzów o swoich radościach, frustracjach i tworzonej przez siebie sztuce. Zwięzły język, jakim porozumiewa się z systemem, komendy "ok" lub "anuluj", przekładają się w jej pracach na oszczędność środków wyrazu. W digitalnym świecie wszystko jest dziecinnie łatwe. Można kreować swój wyidealizowany obraz, tworzyć iluzję, pokazywać tylko to, co chcemy zaprezentować. Życie, jak każde inne polecenie, z którego nie jest się zadowolonym, można cofnąć. Problemy znikają po kliknięciem myszką. Można "wyczyścić wszystko" z powodu pomyłek.
Jednak kiedy artystka komunikuje swoją frustrację, nie pozostaje nic innego, jak tylko potwierdzić ten stan rzeczy. Inny obraz, zatytułowany me obrazuje niemożność otwarcia pliku graficznego. Dlaczego komunikacja nie jest możliwa? "Cyfrowa rzeczywistość pretenduje przecież do zastąpienia potocznej, a nawet 'artystycznej'. Ich języki jednak nie przekładają się na siebie". Laurze nie udaje się załadować do pamięci komputera. Proces tworzenia "całkiem nowej siebie" zatrzymał się na poziomie 27%. Artystka nie może przejść dalej, nie może też odnaleźć się w komputerowym świecie. Plik o nazwie "my mind" okazuje się pustym dokumentem. Czyżby dlatego, że tuż obok znajduje się zminimalizowane okno, w którym stan kopiowania lub kasowania "realności" także zatrzymał się na poziomie 27%?
Pawela jest zafascynowana światem techniki, ale zdaje też sobie sprawę z jej ograniczeń i zagrożeń płynących z jej nadużywania. Na wystawie dyplomowej przekształciła wnętrze wrocławskiego BWA w teren gry rozgrywającej się na wyświetlaczu telefonu komórkowego. Folia okrywająca okna galerii powodowała, że wypełniało ją zielone światło. Wrażenie, że widzowie znaleźli się we wnętrzu telefonu pogłębiało częściowe przesłonięcie kolumn czarnymi, sześciennymi kostkami, przypominającymi słupki zasięgu lub stanu naładowania baterii. W tej przestrzeni na wprost złotego posągu Buddy artystka umieściła pożerającego wszystko na swojej drodze "bożka" gier zręcznościowych - Packmana. Postaci, które ustawione w centralnym punkcie galerii symbolizowały dwa odrębne światy wartości. Zawrotny sukces gry, w której występował Packmn uczynił go bohaterem mass mediów, książek i serialu telewizyjnego. Jego podobizna znalazła się na okładce magazynu "Time", a satyryczne czasopismo "MAD" wybrało go "człowiekiem" roku. Jednak Budda pozostał obojętny na atakujące go przy wtórze wystrzałów obco brzmiące słowa: freelancer, engine, art director, layout. Znajdujące się po jego lewej stronie, tuż nad głową symbole klucza i koperty, prócz oczywistych skojarzeń z ikonkami telefonów komórkowych, mogą oznaczać także zamknięcie świata duchowego na stechnicyzowaną rzeczywistość, jego niedostępność, a co za tym idzie, brak możliwości zaatakowania go.
Kuba Wanduchowicz w swoim tekście o Generacji Nic pytał: Czy mamy jakiś właściwy sobie język; język wyrażający nasze najgłębsze pragnienia i ambicje, mający stać się naszym osobistym pomostem w przyszłość? Czy cokolwiek odróżnia nas od innych pokoleń? Być może są to wymienione przez Roberta Ostaszewskiego: dystans, nieufność, ironia i relatywizm, będące najbardziej charakterystycznymi dla dwudziestoparolatków sposobami radzenia sobie z zastaną rzeczywistością. Innym kluczem do ich twórczości jest kultura popularna. Ich wyobraźnię inspiruje otaczająca nas rzeczywistość utkana ze spotów reklamowych, plotek ze świata gwiazd i strzępów telewizyjnych wiadomości. Nie walczą, nie niosą przesłań, nie buntują się, wolą mówić o swoim życiu i życiu swoich rówieśników, bo wierzą, jak Pawela, że "albo sztuka współczesna będzie dotyczyć świata współczesnego, albo nikt jej nie będzie w stanie odebrać". Tyle, że jest to świat mediów, supermarketów i telefonów komórkowych.