Monika Branicka

Bezcenny acz bez wartości


Sztuka cenniejsza niż złoto - mawiali starożytni. A artysta? Ile wart jest artysta? I jak zmierzyć czy wycenić wartość niemierzalną - talent?
W antyku pięćdziesięciolatek był sędziwym starcem, a kariera człowieka rozwijała się liniowo. Dziś uczymy się dłużej, pracujemy dłużej, żyjemy dłużej. Ale to tylko złudzenie, bo młodość nie trwa dłużej. Dzisiaj karierę robi się do trzydziestki. Albo robisz, albo nic z ciebie nie będzie. Wyraźnie widać to w sztuce (choć oczywiście są wyjątki). Artysta po 35 roku życia to "artystyczny emeryt". W najlepszym wypadku gwiazda zaranna, która zmienia się w kometę. Pozostaje tylko 15 minut sławy, o których wiedział już Warhol. A co będzie później? Jak się ubezpieczyć? Jak się wykręcić mechanizmowi medialnej popularności?
Pawela chciała się zabezpieczyć i postanowiła ubezpieczyć talent. Sięgnęła do słownika języka polskiego: talent to "wybitne uzdolnienie do czegoś".Założyła, że skoro można ubezpieczyć głos czy laptopa, można też ubezpieczyć talent. Jasno sprecyzowała moment wygaśnięcia talentu, przyjmując dwie sytuacje: "1. Całkowitą bezradność wobec nowych wystaw i propozycji niemożność wykreowania nawet średnio interesującego projektu. 2. Sytuację, kiedy nawet pomimo nawet bardzo ciekawych projektów nikt nie jest zainteresowany wystawieniem, opisaniem, zakupem. (zakładam, że dziś utalentowany / zdolny to ten, kto funkcjonuje w tzw. obiegu, nie pojawienie się w obiegu powoduje zupełne zanikanie artysty jako jednostki interesującej i zdolnej."
Urzędnicy ubezpieczalni nie zgodzili się z nią. "Ze względu na nieostrą definicję talentu i jego utraty nie możemy zaoferować takiego ubezpieczenia". Więc o definicję tu chodzi! Nie o pracę, czy realne korzyści jakie z talentu czerpie artystka. Nie udało się ustalić ile jest wart, choć z ustaleniem korzyści materialnych jakie z niego czerpie artystka nie byłoby problemu - wystarczyłoby spojrzeć w zeznanie podatkowe. Lecz żaden z nich na to nie wpadł. Proponowali różne ubezpieczenia zastępcze: ochronne, na życie, trwałej utraty zdolności do wykonywania pracy zawodowej, talent zaś traktowali jak wartość równie "nieostrą" jak np. dobry humor. Nie udało się ustalić kiedy się go traci jak np. rękę w wypadku lub głos po chorobie, ani podciągnąć go pod którąkolwiek z tych kategorii (na to Laura się nie godziła). "Bardzo mi przykro. Talentu nie można ubezpieczyć. Może natomiast Pani ubezpieczyć swoją przyszłość, już teraz, na wypadek, gdyby z talentem coś się stało." - pisali. Tylko jeden z urzędników zaczął się zastanawiając nad problemem, dochodząc do wniosku, że talent umożliwia zarobkowanie, ale na drodze stanęły oczywiście przepisy. "Myślę, że byłoby możliwe ubezpieczenie talentu ale rozumianego jako "narzędzia pracy". Utrata talentu musiałaby być związana z nieszczęśliwym wypadkiem uniemożliwiającym wykorzystanie posiadanego talentu. Ubezpieczenie talentu rozumianego jako zdolności nie będzie możliwe w Towarzystwie, które reprezentuje". Wykazał dobrą wolę, dobre i to.
Wystawa Ubezpieczenie talentu to film wykonany z ukrytej kamery z fragmentami zapisu wizyt i rozmów w ubezpieczalniach oraz fotografie artystki na tle logo kolejnych ubezpieczalni. Laura przed wejściem do Generali, AIG, Allianz, PZU, Amplico, Warty, Compensy.... Duże, rzucające się w oczy logo ubezpieczalni, a artystka "jakaś taka niewyraźna", nieostra, jak definicja talentu.
***
Podstawowa sprzeczność polega na tym, że talent to wartość bezcenna bo nie można go nabyć, ale bezwartościowa, bo nie można go wycenić. Teoretycznie nie da się talentu ocenić ani wycenić sztuki. W praktyce jednak, tej oceny się dokonuje. Z jednej strony wyceny sztuki dokonuje rynek sztuki. Najczęściej robią to właściciele galerii lub marszandzi, co zresztą najczęściej powoduje wykluczające się pytania z obydwu stron: "dlaczego tak mało?" (artysta) i "dlaczego tak dużo?" (klient). Już na tym etapie istnieje konflikt interesów, obiektywizm jest wykluczony. Na rynku sztuki zresztą obowiązuje niepisana zasada, ze dzieło sztuki kosztuje tyle, ile ktoś zgodzi się za nie zapłacić. Reszta jest sprawą kompromisów.
Z drugiej strony oceny sztuki dokonuje się na poziomie wartości merytorycznych. To rola krytyków i kuratorów, którzy umożliwiają artyście istnienie w obiegu artystycznym, a w konsekwencji uczestnictwa na rynku sztuki i możliwości zarabiania. Ale i tu okazuje się, że na ich ocenę miewają również wpływ względy pozaartystyczne: moda, wola, znajomości, kontakty. Zła wola, złośliwość, zawiść, mniejsza inteligencja oceniającego (kiedy nic nie zrozumie), lub choćby ból głowy mogą zaważyć na negatywnej opinii. Padnie wyrok, że "ona się skończyła".
Artysta i jego prace są zatem stale na podwójnej cenzurce: stale narażony jest na weryfikację, nieustannie ktoś wystawia mu ocenę. Są płynne i ostatecznie tylko w części zależne od artysty, więc na własną wartość ma on mały lub niewielki wpływ, Laura Pawela chciała poszukać kryteriów obiektywnych. Znaleźć komisję, która to rozstrzygnie, uzyskać pisemne potwierdzenie czy talent ma, czy nie, a następnie ubezpieczyć się na wypadek jego utraty. Talent bowiem to największy skarb artysty, jego największy majątek. Wiec chciała go ubezpieczyć jak majątek (kategoria ubezpieczeń majątkowych), lub podobnie zdolność do wykonywania zawodu. W ten sposób chciała uchronić się od konsekwencji pomyłek, złego humoru lub woli krytyków i od manipulacji rynku sztuki. Skoro artysta odprowadza podatki, to ma prawo uczestniczyć w systemie społecznym na pełnych prawach. Lecz konfrontacja sztuki i artysty z urzędnikami jak zwykle skończyła się katastrofą, więc artystka nadal musi podlegać ocenie różnych osób, od których "widzimisię" zależy jej zdolność zawodowa. Sama zaś ma na to umiarkowany wpływ. Skąd ten paradoks i jak się przed nim uchronić?
Projekt Laury Paweli wskazał przede wszystkim na niejasne i skomplikowane związki miedzy wartością artystyczną a materialną dzieła, między artystą a oceną osób trzecich oraz na postrzeganie wartości artystycznych w naszym społeczeństwie. (Na marginesie pojawia się tu problem "materialności": firma chętnie ubezpieczy np. kolekcję obrazów jako coś materialnego, ale niechętnie bardziej efemeryczne dzieła sztuki. To pochodna braków w wykształceniu i w rozumieniu sztuki.) Na zdolności zarobkowe i sukces artysty wpływają bowiem różne czynniki. Istotna jest marka artysty, obiegowa opinia o jego zdolnościach. Często marka ta (sygnatura) jest ważniejsza od samego dzieła. Lecz kiedy minie wreszcie dobra passa, owe 15 minut sławy czy mody, nie znaczy przecież wartość artystyczna dzieła znika (i odwrotnie). Niestety praktyka wskazuje inaczej: bywa, że artysta traci zdolności zarobkowe, nie tracąc zdolności kreacyjnych lub na odwrót: traci zdolności kreacyjne nie tracąc zarobkowych.
Ubezpieczenie talentu nie udało się i wiadomo było o tym z góry. To dowód na brak miejsca dla artysty w systemach społecznych i rozziew miedzy sztuką a życiem. Czy zatem Laura nie wybrała się z motyką na słońce? Tak, ale cóż to za fascynująca podróż...


Monika Branicka "Art&Business"

**********************************************************
Monika Branicka: Talent to cecha nabyta czy wrodzona?
Laura Pawela: Chyba wrodzona.
MB: Jeśli tak, to nie można go ubezpieczyć, bo nie można go stracić.
LP Przy projekcie Ubezpieczenie talentu nie zastanawiałam się nad tym, czy jest to cecha nabyta czy wrodzona. Brałam pod uwagę dwie sprawy. Że talent to jest ponadprzeciętna kreatywność i że talent pozwala na funkcjonowanie na rynku sztuki. Założyłam, że o talencie świadczy to, czy funkcjonujesz jako dobry artysta. Tak naprawdę to obieg i rynek sztuki decyduje czy masz talent, czy nie.
MB: Czyli - według Ciebie - talent nie zależy od artysty ale od czynników zewnętrznych, opinii. Wówczas rzeczywiście można go utracić. Ten talent można rozumieć jako zdolność do wykonywania zawodu. Ale rynek sztuki a obieg kuratorski to trochę różne sprawy. Rynek sztuki to sprzedaż, a obieg to udział w wystawach najczęściej niekomercyjnych. Czy jedno przekłada się na drugie?
LP. Jeśli zaczynasz funkcjonować w galeriach niekomercyjnych to w pewnym momencie zaczynasz też sprzedawać, zaczynasz z tego żyć. Talent wiązałam z funkcjonowaniem na rynku sztuki czy w obiegu. Ważne, czy jest o tobie głośno.
MB: Czyli mówimy o karierze. Może powinnaś zatem ubezpieczyć karierę, a nie talent, bo talent masz i nie stracisz go do końca życia. Czy można stracić talent? Można stracić zainteresowanie swoją osobą.
LP: No i tak to rozumiałam, że talent powoduje, że funkcjonujesz na rynku sztuki i jesteś w obiegu, że rośnie zainteresowanie moją osobą. Biorąc pod uwagę taką definicję, talent można stracić. W ten sposób chciałam go zdefiniować i to chciałam ubezpieczyć. W tym projekcie chciałam podkreślić piętnastominutowe kariery artystów.
MB: Towar, który jest atrakcyjny dopóki jest świeży, nowy, ale szybko się nudzi?
LP: Tak, i potem mówi się że ktoś robi już kiepskie prace: "ona się skończyła". Czyli co? Skończył się jej talent, prawda? Więc od początku chciałam ubezpieczyć talent.
MB: A talent jest dość nieuchwytny. Urzędnicy wprost mówili o "nieostrej definicji".
LP: I dlatego, że talent trudno określić, ten projekt miał siłę. Bo gdybym chciała ubezpieczyć karierę, może potoczyłoby się to zupełnie inaczej. Tak naprawdę chodziło też ubezpieczenie siebie jako artysty na wypadek, kiedy moje obrazy, instalacje czy wideo przestaną się sprzedawać. Bo co ja wtedy zrobię?
MB: Czyli chciałabyś mieć zabezpieczenie na wypadek, gdybyś miała stracić środki do życia?
LP: Ponieważ w Polsce nie ma czegoś takiego jak zawód artysty, nie ma PRACY dla artysty, więc trzeba sobie jakoś radzić. Stąd się wziął projekt.
MB: Więc wracamy do przyczyny, impulsu, Twojego punktu wyjścia: ponieważ w Polsce artysta nie jest postrzegany jako zawód, tylko jako powołanie...
LP. Jako wolnotariat (śmiech)
MB: ...więc nie zgodziłaś się z tym i dlatego chciałaś się ubezpieczyć? Bo na świecie artysta jest poważniej traktowany, u nas trzeba stawać na uszach, wyczyniać jakieś kombinacje alpejskie, żeby z tego wyżyć.
LP: Ubezpieczenie obejmowałoby sytuację, kiedy nie jestem w stanie z siebie nic wykrzesać. Mam zaproszenie na wystawę na pół Zachęty, ale nie jestem w stanie nic wymyślić. Druga ewentualność, to taka, że mam super pomysły, które dla mnie są fajne, ale nikt nie jest nimi zainteresowany. Wszyscy stwierdzili, że nie warto mnie zapraszać na wystawy bo... bo na przykład przekroczyłam już wiek 35 lat.
MB: Wiek emerytalny dla artysty? Koniec młodości artysty. Racja, w wielu konkursach istnieje taka granica wieku. Młodość jest ważnym kryterium marketingowym.
LP: A biorąc pod uwagę, że mam już prawie 30, zostało mi niewiele czasu. Najwyższy czas się ubezpieczyć.
MB: Czyli traktujemy artystę jako produkt komercyjny. Po upływie pewnego czasu, jak każdy produkt, wymienia się go na nowy model? Jak w piosence "zamienię cię na lepszy model".
LP Trochę tak.
MB: Zauważyłaś, że najgorzej w Polsce mają artyści średniego pokolenia? Starzy, uznani za "klasyków", ustawieni na wyższych lub niższych postumentach, odcinają kupony od tego, co kiedyś zrobili. Często, choć już nie powinni tworzyć, to jednak wiele się im wybacza patrząc na wyrobioną kiedyś markę. Młodzi absolwenci ASP są jak świeże bułeczki. Narybek, nadzieja i szansa na karierę, zawsze można zrobić "promocję artysty", jak w supermarkecie. A ci, którzy kończą 35 lat zaczynają być lekko nieświeży? Co ze średnim pokoleniem?
LP: To pokolenie naszych asystentów. Mają po czterdziestce i ...
MB. ...są sfrustrowani, bo są w poczekalni. Zgodzisz się z tym?
LP. Tak, i też rozmawiałam z wieloma artystami w tym wieku i wszyscy to potwierdzają. Ale ja też będę miała kiedyś czterdziestkę. To jest przerażające. Zwłaszcza, że ja później wystartowałam, bo później zaczęłam studia, więc później je skończyłam. I teraz mam już 29 lat!
MB: To może by tak zrobić jakąś "promocję" na artystów i artystki około czterdziestki? (śmiech)
LP. Ale najgorsze jest to, że na nich rzeczywiście nie ma "zapotrzebowania". Bo ilu ich jest? Taki Althamer, Bodzianowski...
MB ...Kozyra, Żmijewski,
LP: A reszta gdzieś poznikała. A jeszcze dwa, trzy lata temu Althamer i Bodzianowski byli nazywani młodymi artystami.
MB: Wróćmy do projektu. W ubezpieczalniach ukrywałaś, że realizujesz projekt artystyczny. Czy po to, żeby potraktowano Cię poważnie?
LP: Początkowo miałam taki pomysł, żeby od razu ich uprzedzać, ale podejrzewam, że nikt z nich by się tak nie starał. Prawdopodobnie odbiór tego, co robię byłby jeszcze gorszy. Dlatego chodziłam z ukrytą kamerą i kręciłam prawdziwe reakcje: najczęściej, wielkie oczy i otwarta buzia, a potem "niech Pani poczeka, ja zadzwonię do koleżanki". Taki "telefon do przyjaciela".
MB: Który nie przynosił oczekiwanych efektów, więc jakie było ich „koło ratunkowe”?
LP: Szukanie, pod co można talent podciągnąć.
MB: A "pół na pół"? Były jakieś kompromisy? Bo dochodzimy do tego, że artysta nie ma szansy być poważnie potraktowanym przez społeczeństwo?
LP Właśnie nie, gdybym im powiedziała że to jest mój projekt artystyczny, to wydaje mi się, że potraktowali by mnie gorzej. Oni ze mną rozmawiali, starali się, to były długie rozmowy.
MB: Bo liczyli na zysk, ale w efekcie i tak ci odmówili. A gdyby wiedzieli że realizujesz projekt, to dodatkowo potraktowali by cię niepoważnie, powiedzieliby żebyś przestała sobie robić jaja. Sama wiesz, jakie jest podejście do sztuki. Ludzie nic z tego nie rozumieją i traktują jako prowokację. Więc tak czy siak, ubezpieczenia nie dostałaś i nie dostałabyś. A wynika z tego, że artysta to obywatel drugiej kategorii. Można ubezpieczyć głos, nogi, ale nie talent.
LP: Można ubezpieczyć takie rzeczy, które są wymierne. Na świecie np. Jo Lopez ubezpiecza pośladki. Gdyby Edyta Górniak straciła głos w związku z np. wypadkiem, to można stwierdzić od jakiego momentu ona nie ma głosu.
MB: Ale talent jest rodzajem wartości potencjalnej więc trudno mówić o pewnikach, można z niego korzystać, ale można go zaprzepaścić. Trudno go zmierzyć, bo w dużym stopniu zależy od woli i starań. Przecież talent można mieć, ale chęci może zabraknąć, bo komuś np. może się coś nie chce zrobić. Wiec sam talent też nic nie gwarantuje. Gdzie kończy się talent a zaczyna wola? Jak to ocenić?
LP: Myślałam, żeby wprowadzić komisję, która mogłaby oceniać na potrzeby ubezpieczenia, czy ja mam talent, czy mi się skończył. Komisję złożoną z kilku krytyków i oni by ocenili, czy "się skończyłam", czy nie. Ale się nie da.