Marcin Krasny
Po co wydawać pieniądze na pół blejtramu, jeśli można kupić cały?
Wystawa Paweli była beznadziejna. Zakończyła się, zanim na dobre się
rozpoczęła. Została gwałtownie ucięta w najmniej spodziewanym miejscu,
przez co wydaje się wstydliwie wybrakowana. Nie ma na niej właściwie
nic, co by można było oglądać, poza kilkoma drobnymi przedmiotami,
w dodatku zepsutymi. Słowem, to bubel.
Dlaczego? Czy naprawdę przyczyną tego stanu rzeczy był brak funduszy,
jak stara się nam wmówić autorka w tytule? Czy kasa naprawdę odegrała
tu kluczową rolę? Za 500 złotych można by przecież zrealizować fantastyczny
projekt, rewelacyjną wystawę, zamiast żenującej niedoróbki... Po co
wydawać pieniądze na "pół blejtramu", jeśli można kupić cały?
Gdyby potrzeba oszczędności była prawdziwą przyczyną i jedyną interpretacją
tego samobójczego gestu młodej artystki, sprawa rzeczywiście wyglądałaby
niewesoło. Wchodząc do sal wystawienniczych, stajemy się bowiem świadkami
zatrzymanego nagle procesu powstawania wystawy. Zaznaczyć przy tym
należy, że nie chodzi tu o jej tworzenie, lecz właśnie o powstawanie,
automatyczne materializowanie się ekspozycji z niczego, z pustki, z
powietrza wypełniającego przestrzeń galerii. Wrażenie to wywołuje fakt,
że wszystkie zgromadzone na niej obiekty wydają się kończyć w jednym,
wyraźnie określonym miejscu, na potencjalnej, niewidzialnej ścianie
wyznaczającej granicę między sztuką a brutalną, potoczną rzeczywistością.
Co ciekawe, sztuka wydaje się wypierać wszystko inne, anektując coraz
większe terytorium, poruszając się przy tym na osi poziomej, niczym
żywy organizm atawistycznie pełznący ku wolnej przestrzeni.
W portierni, czyli w "brutalnej, potocznej rzeczywistości", na nowoczesnym
biurku stoi monitor odbierający obraz z czterech kamer umieszczonych
w galerii. Możemy na nim obejrzeć wystawę nienaruszoną, czyli dokończoną
zgodnie z jej potencjalnym przeznaczeniem. Oszustwo? Kłamstwo? Zwykła
pomyłka?
A może wystawa została jednak dokończona, lecz po otwarciu zaczęła
być po kawałku rozkradana? Czyżby czyjaś ogromna paszcza pożerała ekspozycję
fragment po fragmencie, pozostawiając po sobie jedynie sfałdowane płótna,
kilka kostek "rozpikslowanej" rzeźby oraz okaleczony lightbox z wywalonymi
na wierzch wnętrznościami? Fałszywa projekcja na portierni mogłaby
w tym wypadku służyć tuszowaniu procesu łakomstwa wspomnianej paszczy,
czyli uśpieniu uwagi strażnika...
A może to sama Pawela połakomiła się na swoją sztukę?
Nie, jednak należy postawić kres tym coraz bardziej zwariowanym spekulacjom
i przyjrzeć się dokładniej temu, co widać na wystawie. A dokładniej
temu, czego nie widać. Każda z prac zawiera bowiem mały, czerwony krzyżyk
w rogu, oznaczający błąd, pomyłkę powstałą w trakcie pobierania obrazu,
uniemożliwiającą jego wyświetlenie. W systemie Windows jest to symbol
nieodczytanego pliku graficznego. W systemie sztuki oznaczać on może
nieodczytane przedstawienie. Co się stało? Trudno powiedzieć.
Kusi, by zadać pytanie o to, czy obraz rzeczywiście nie dał się odczytać,
czy raczej został wcześniej skonsumowany, przetrawiony, pochłonięty
wzrokiem do tego stopnia, że stał się niewidoczny. Pawela pierwotnie
chciała zaprezentować na wystawie wszystkie swoje dotychczasowe prace,
malując je jednak ponownie jako białe płótna z krzyżykami w rogach.
Czy można to rozumieć jako manifest zniechęcenia? Czy malarstwo jest
już do tego stopnia przegniłe, zmurszałe i opatrzone, że współcześnie
nie można go już odczytać? Czy wszystkie płótna Paweli zostały już
przez nią, czy może raczej przez widzów skonsumowane? Czy teraz, na
wystawie muszą być ponownie połykane przez tajemniczą paszczę, pozostawiając
po sobie jedynie cyfrowy ślad na ekranie monitora w portierni?
Oglądając ekspozycję "Budżet 500", można zadawać dziesiątki takich
pytań. Uczucie niedosytu wzmacnia nie tylko brak odpowiedzi, ale również
brak sporej części wystawy. Co się z nią stało? Czy została skonsumowana,
czy zatrzymana? Po co w ogóle powstawała, skoro i tak nic na niej nie
ma? Po co dublować proces jej zanikania? Po co piętrzyć kolejne sposoby
negacji dzieła sztuki, po co tak systematycznie je eksterminować, po
co się nad nim pastwić, skoro nadal można tworzyć wspaniałe wystawy?...
Pawela wydaje się być ogarnięta pasją niszczenia tego, co sama stworzyła.
Niszczenia, lub raczej wymazywania i czyszczenia aż do białości. Z
krzyżykiem w rogu.