Ab ovo, czyli sztuka z jajami


Właściwie to jaja ma Arti Grabowski który przygotował wystawę w kontenerze ze stłuczką, czyli krakowskiej galerii BB zajmującej się handlem przedmiotami ze szkła (Arti był tam chwilowo pracownikiem). Jednak piwnice były czyste i to w nich była wystawa "Jajo - jo" (31.03-29.04). Tylko performer mógł poważyć się na zrobienie sztuki w kontekście Wielkanocy i wyjść z tego zwycięsko, czyli zrobić dobrą wystawę, a nie kolejnego zdechłego królika. Sukces zawdzięcza znów tej samej energii i chęci twórczego działania której nie potrafią pobudzić instytucje. Na wystawie było znów wiele małych prac, obiektów - gestów. I to owo (ovo) nagromadzenie energii dało wystawie spójność, a nie temat jaja (ovo). Najważniejsze dla wystawy były pewne żywe punkty. Mocnym punktem była Olga Lewicka - w zaaranżowanym pokoiku leżała na łóżku (prześcieradła było jej pracą z nadrukiem tekstowym). Na naszych oczach jadła, piła, kosmetykowała się i słuchała wykładu Adorna przeplatanego pop muzyką (Madonna), oraz oglądała programy o sztuce, a wokół leżały katalogi, książki, magazyny o sztuce. Odtworzyła sytuację egzystencji zanurzonej w informacji, czy może informacją zdominowanej, nadinformowanej (?) Arti Grabowski (wspólnie z Mariuszem Frontem) zrobili premierę rzeźby (kolejna premiera!) - nadmuchiwanego nagrobka z przezroczystego materiału. Można było wejść pod płytę nagrobną i leżeć na widoku. Na płycie znajdowały się typowe emaliowane fotografie nagrobkowe, w tym Artiego z bananem pod nosem. Nagrobek ma służyć do bardziej rozbudowanych działań. To drugi po projekcie Zuzy Janiny projekt we współczesnej sztuce podejmujący temat śmierci i oba są niewątpliwym wyrazem zmiany stosunku do tego zagadnienia w naszej kulturze - czyżbyśmy laicyzując śmierć, zarazem przestawali ją fetyszyzować i tym samym się jej bać?! Laura Pawela, jak zawsze świetnie mediuje z mediami, a w szerszym rozumieniu z otaczającą rzeczywistością naszą powszednią mieloną przez media (spam!). Tu pokazała lightboxy z dizajnem jak pierwsza strona pisma typu tabloid, czyli sensacyjnego brukowca, w stylu Faktu, donoszącego, że Laura Pawela ma jaja! I na dowód tego przedstawia zdjęcia wścipskiego papparazziego. Jest to kolejny przykład, po pracach cyklu "Mistrzowie" Libery, na to jak sztuka broni się przez obojętnością i brakiem wyczulenia na kulturę w mediach, a najlepszą obroną jest atak. Na ten też temat pokazali coś Reiplustyn - Marcin Stapiński i Tomek Lipka - ustawili przed telewizorem paletę z jajami, zapewne z sugestią potraktowania nimi telewizji. Przecież ta cała telewizja to istne jaja, nieprawdaż? Wunderteam (Wojciech Duda, Rafał Jakubowicz, Paweł Kaszczyński, Maciej Kruk) z Poznania pokazali zdjęcia akcji odnoszącej się do instytucji muzeum: foty pokazują jak antyterroryści wyprowadzają brutalnie jakiegoś człowieka z Muzeum Narodowego w Poznaniu do ... zaparkowanego przed nim małego fiata. Poczucie humoru i wyobraźnia członków teamu doskonale się uzupełniają i mogą przynieść tak świetne rezultaty, tak jak np. działania wspólne Azorro. Viola Tycz zrobiła ciekawą pracę opartą na strategii przechwycenia "starej" ikony kulturowej, tu znanych obrazów, i po przetworzeniu technologicznym updatowała je do roli nowych "ikon", funkcjonalnych w tej oto (ovo) sytuacji, dodanjąc im motyw jajka (prace były wydrukami na płótnie). Krzysztof Mazur, znany z poskramiania high technologii interaktywnej, tym razem zadziałał interaktywnie low technologią: naciskając na deseczkę uruchamiało się na pewien czas odkurzacz a wydmuchiwany z niego prąd powietrza unosił i utrzymywał na pewnej wysokości wydmuszkę jaja. Artysta w instrukcji zalecał by uklęknąć na deseczce uruchamiającej odkurzacz, tworząc sytuację ołtarzyka. Inne interesujące prace to "Serwis" Krzysztofa Wałaszka, gdzie w obiekciku naściennym w ciekawy sposób został użyty obraz na płótnie - jako obraz i przedmiot zarazem. Przyciągały uwagę szalone kolaże Marcina Soji, rodzaj archiwum wycinków prasowych. Piotr Węgrzyński (Suka Off) pokazał słoje z preparatami organów płciowych męskich i żeńskich - jak zazwyczaj w swojej sztuce lokując swoją naturalną perwersję na poziomie fikcji medycznej (medical fiction). Działał też Marek Firek z Kurosawą (gotował jaja), czyli resztki grupy Ładnie, funkcjonujące w stylu dawnej grupy Ładnie, przypominając tym żywą skamienielinę historii sztuki. Performance zrobiła niezawodna Ola Kubiak, nadal bez ospowatej drugiej połowy grupy Sędzia Główny, Karoliny Wiktor. Akcja była skorelowana z taśmą i działa się na tle ekranu. Wideo opowiadało historię typu ON/ONA - ONA to była dłoń z namalowana twarzą lalki/ON to króliczek wielkanocny, a zarazem przecież symbol tryskających emocji erotycznych. Przed ekranem Ola wywaliła na podłogę górę mięcha różnej urody (rożnych kolorów) i zaczęła z nich wycinać i składać laleczki, które następnie pakowała w folię i metkowała imionami. Laleczek-pakuneczków wyprodukowała wiele (na koniec je rozdła). Ta produkcja dzieci zapewne odnosi się do jaja, jajeczka, jajeczkowania, budując piękny kontekścik genderowy, zwłaszcza wobec jaja Wielkanocnego i jego symboliki. I to genderowe odniesienie ab ovo niech zamknie klamrą te dwie imprezy, niezwykle żywe i spontaniczne, zwłaszcza, wobec tego co proponują oficjalne instytucje sztuki Krakowa. Najbardziej optymistyczne jest to, że sztukę można robić i mieć z tego radość, bez wyścigu do instytucji, których oferta opiera się tak naprawdę na łudzeniu naiwnych.
A zdechłym królikom już dziękujemy.

Łukasz Guzek