Marcin Krasny
Jak ukraść własny obraz?

"X" - ten znak umieszcza obecnie w lewym górnym rogu swoich białych obrazów Laura Pawela. W interfejsie komputerowym oznacza on pomyłkę uniemożliwiającą wyświetlenie pliku graficznego na stronie internetowej spowodowaną jego usunięciem z pierwotnej lokalizacji, bądź też zmianą jego nazwy. Krótko mówiąc, adres obrazu jest nieprawidłowy, przez co nie można go zobaczyć. Co Pawela chce przez to dać do zrozumienia? Może to, że malarstwo nie ma już się do czego odwoływać, ponieważ wszelkie sposoby jego umocowania w widzialnej rzeczywistości utraciły rację bytu? Może stało się już przez to tylko pustą skorupą, której zawartość dawno już została zapomniana? "No Paint" - napisała dwa lata temu Laura Pawela na jednym ze swoich obrazów, zawierającym taki właśnie, niezaładowany plik.
Strategia artystyczna, którą Pawela przyjęła obecnie, może być potraktowana jako kontynuacja tego wątku. Polega ona na eliminowaniu sztuki z tych miejsc, w których się ona znajduje, oraz umieszczaniu jej tam, gdzie z całą pewnością jej nie ma. Słowem - artystka kradnie i oszukuje. Tak, jak filmowi gangsterzy. "Przekręt" Guya Ritchiego, "Ocean’s Eleven" Stevena Soderbergha, a nawet "Różowa Pantera" Blake’a Edwardsa z Peterem Sellersem w roli głównej - tym fascynuje się teraz Pawela.
Wartość sztuki jest umowna, sankcjonowana przez ilość chętnych do jej nabycia, a także - pośrednio - poprzez galerie, w których jest ona prezentowana. Ponieważ sytuacja ta nigdy nie jest do końca przejrzysta, więc możliwości manipulacji na tym polu są ogromne. Pawela kpi z tego, wchodząc w filmową rolę złodziejki lub oszustki. Na otwarciu wystawy "Faster" w komercyjnej galerii Ego zaprezentowała publiczności puste sale, z których ktoś wcześniej rzekomo ukradł wszystkie obiekty. Pozostały jedynie cztery kamery transmitujące zafałszowany obraz gotowej wystawy do monitora stojącego w rogu sali. Co się stało? Otóż ten tajemniczy "ktoś" posłużył się sposobem znanym z niezliczonych filmów sensacyjnych, jak choćby wspomniany "Ocean’s Eleven" : oszukał strażnika zastępując obraz z kamer nagraniem wideo. W ten sposób mógł już bezkarnie ukraść z galerii model maszyny do produkcji białych obrazów z motywem "X", oraz pokaźny stos gotowych już do sprzedaży płócien. Na finisażu można było jednak na szczęście zobaczyć wystawę w formie nietkniętej rękoma rzekomego bandyty.
Pawela zakpiła w ten sposób z handlu sztuką, posługując się gestem podwyższenia wartości towaru poprzez ograniczenie jego produkcji. Zawiodła tym samym oczekiwania galerii wobec artystki, która powinna tworzyć wciąż nowe prace. Zamiast tytułowego "Szybciej" zaproponowała "Wcale". Zastąpiła wystawę jej surogatem - telewizyjnym obrazem, który miał tylko rozniecić oczekiwania wobec spodziewanej prezentacji. "Ukradła" własną wystawę aby podwyższyć jej umowną wartość. No cóż, ale przecież "za coś trzeba zyć" - jak napisała kiedyś na jednym ze swoich obrazów.
Podobny gest artystka wykonała na wystawie "Budżet 500" w publicznej - tym razem -galerii Arsenał w Białymstoku. Pokazała tam kilka obrazów, jeden lightbox oraz niewielki obiekt. Wszystkie one były jednak już w połowie pierwszej sali brutalnie ucięte w taki sposób, że większość galerii pozostawała pusta. Koniec wystawy wyznaczała tytułowa kwota, czyli budżet pozwalający na jej realizację. Z kolei na monitorze umiejscowionym w galeryjnej portierni można było zobaczyć całą wystawę tak, jakby nic się nie stało. "Seria zuchwałych kradzieży prac znanej artystki" -mógłby brzmieć tytuł artykułu na ten temat w jednym z tabloidów.
Pawela podwójnie zanegowała istnienie wystawy - poprzez gest zastąpienia przedstawień ich symbolami, czyli "Niezaładowanymi obrazami", oraz fizyczną eliminację obiektów sztuki na rzecz ich telewizyjnej symulacji. Wszystko stopniowo znika, pozostawiając jedynie swój fałszywy ślad na monitorze. "Tu nie ma miejsca na sztukę" - to cytat z innego obrazu artystki. Trudno w takiej sytuacji uwierzyć już nie tylko w malarstwo, ale w samo pojęcie sztuki w ogóle. Czy istnieje jeszcze jakiś powód, dla którego można by ją uprawiać? Jakikolwiek rodzaj uprawomocnienia znacznie wiarygodniejszy tego, jaki reprezentują galerie, kupcy, a nawet media?
Te ostatnie Pawela sparodiowała w pracy pod tytułem "Instalacje video - Muzeum Sztuki Współczesnej Strasbourg", którą zaprezentowała w zeszłym roku na wystawie "Welcome to Media" w BGSW Słupsk. Była to relacja, tym razem z fikcyjnej wystawy, która miała się odbyć w tytułowej instytucji podczas stypendium artystki w Strasbourgu. Na amatorskim filmie wykonanym cyfrowym aparatem fotograficznym można zobaczyć fasadę francuskiej galerii z zamontowanymi na niej ogromnymi bannerami reklamującymi ekspozycję Paweli oraz dwie instalacje wideo, które rzekomo miały się na niej znajdować.
To nie galerie i kupcy stanowią najpotężniejszą legitymację sztuki, lecz media, które - jak sądzą niektórzy - jedynie pośredniczą w jej odbiorze. A jednak - jak wynika z pracy Paweli - nawet one są zbyt słabe, aby skutecznie i bez pośrednictwa instytucji uprawomocniać jej istnienie. Fakt medialny pozostaje zawsze faktem autonomicznym, nie posiadającym żadnego zakorzenienia w rzeczywistości.
W tej sytuacji możliwe jest już wszystko, co dotąd było bezsensowne. Nic nie sankcjonuje sztuki, ale też nic jej nie zaprzecza. Nie trzeba zatem wydawać milionów dolarów, aby stać się posiadaczem cennego obrazu, nie trzeba go nawet kraść - do czego zmuszony byłby zwykły Polak o zarobkach w wysokości średniej krajowej będący miłośnikiem choćby takiego Sisleya. Dla jego pełnej satysfakcji wystarczyłaby jedna z masowo produkowanych reprodukcji, które tak często umieszcza się w pokojach hotelowych, aby zapewnić gościom należyte doznania estetyczne. Do tego wniosku doszła chyba także Pawela, bowiem w końcu ukradła wspomnianą reprodukcję pejzażu Sisleya. Wszystko zostało należycie udokumentowane: artystka w pończosze na głowie włamała się do pokoju hotelowego, skąd wyniosła "bezcenną" reprodukcję, po czym oddaliła się autem ku polskiej granicy, a wszystko to przy muzyce Henry’ego Manciniego do filmu "Różowa Pantera".
Ta groteskowa akcja została przeprowadzona na koniec pobytu artystki na stypendium Centre Européen d'Actions Artistiques Contemporaines w Strasbourgu, podczas którego, zamiast systematycznie malować nowe obrazy, pracowicie odnowiła łazienkę w wynajmowanej pracowni. Zamiast tego, czego po niej oczekiwano, czyli "prawdziwej sztuki", Pawela zaproponowała wizualizację największego ówcześnie lęku Francuzów przed Polakami - czyli porządną robotę wykwalifikowanego i niedrogiego polskiego hydraulika. W ten sposób przynajmniej efekt artystycznego działania był możliwy do obejrzenia.
Eliminowanie sztuki z miejsc, w których się ona znajduje, oraz umieszczanie jej tam, gdzie z całą pewnością jej nie ma, to rzeczywiście kradzież i oszustwo. Jeśli jednak zawartość semantyczna sztuki jest jedynie złudzeniem, to nie można ich uznać za przestępstwa. Nie przynoszą też one żadnego zysku, a przecież "ciągle puste konto i brak kasy" - jak napisała kiedyś Laura Pawela na jednym ze swoich logotypów z serii reallaura. Na koniec pozostaje już tylko niewielki znak "X" w lewym górnym rogu pustego obrazu.