Nominawczyni:
Nieoczekiwana zmiana miejsc,
Monika
Branicka dla Cybercore W
nominacjach napisałam: "Laura Pawela,za bezpretensjonalność, lekkość,sztuk´
bez koturnów". Napisałam jednym zdaniem, bo tylko tyle miałam
miejsca. Ale rzeczywiście wymaga to rozwinięcia.
Laura maluje obrazy, na których zobaczymy okna i paski systemu Windows, przy
czym komunikaty pojawiające się w jej obrazach dotyczą
˝życia i kondycji artystki, np. "Loading myself 26%" albo "I
can't be removed" itd. Druga strona jej działalności jest projekt "Rellaura",
który
polega na rozsyłaniu mailem i SMS-ami banalnych obrazków z życia przetworzonych
na pikselki z komentarzem, np. "przez ten makijaż znowu
się spóźnię.
Teraz trochę analizy: Najciekawsza w jej twórczości jest więc owa nieoczekiwana
zmiana miejsc:z jednej strony w "szlachetnej", "poważnej" technice
olejnej, na obrazie - płótnie artystka posługuje się językiem mechanicznym,
technologicznym: językiem pasków narzędzi Windowsa, a z drugiej strony wykorzystuje
pikselki (sugerujące technologiczność, mechaniczność) do tworzenia obrazów
wysyłanych zresztą potem mailem
czy SMS-em. Laura bawi się językiem, jest przewrotna.
O ile jesteśmy przyzwyczajeni, że obraz wykonany jest ludzka ręką, o tyle ona
wprowadza tu język (i stron´ plastyczna) maszyny i na odwrót:
tam, gdzie zwykle spodziewamy się bezduszności maszyny - ona wprowadza ręką.
To pierwsza sprawa.
Po drugie: podoba mi się, że Laura puszcza oko. Co to znaczy? W percepcji każdego
zjawiska wizualnego mamy najczęściej jedna warstw´
znaczeniową. Kiedy widzimy reklam´ margaryny, jej treść ogranicza się tylko
do reklamy margaryny. Kiedy patrz´ na prace Laury zauważam
przynajmniej dwa poziomy znaczeniowe. Pierwszy:przy stole siedzi dziewczyna
i martwi się: "26 lat żadnych perspektyw, żadnych szans". Widzę po
prostu dołowaną laskę przy stole. Prawie banał.
Rzeczywiście byłby to banał, gdyby dotyczy? tylko jej. Ale ten komunikat rozesłany
do znajomych zaczyna się odnosić do całego pokolenia
Laury. Bardzo banalna sytuację wykorzystała do poważnego komunikatu. Potrafi
się bawić tym, co robi, ale wie, ˝e robi coś więcej ni˝ zabaw´.
I jeszcze coś: Laura kreuje nowy model artysty, zauważa, że czasy się zmieniły
i aby istnieć artystycznie, musi się sama zareklamować. To
ważne, bo jest jedna z niewielu artystów, którzy zaczynają myśleć na skal´
naszych czasów, w których między reklamami proszków do prania puszcza
się reklamy kandydatów na prezydenta czy posła.
A co w tym wszystkim jest najfajniejsze? że ona sięga po język swojego pokolenia,
aby mówić o jego problemach albo nie problemach. A
co by było, gdyby Laura namalowała strasznie poważny obraz w strasznie poważnej
technice i górnolotnym językiem metafory zapytała o sens istnienia? Potencjalni
odbiorcy tej sztuki - jeśli w ogóle zrozumieliby o co chodzi - to na pewno
stuknęliby się w głowę: wariatka. Tymczasem dostają
SMS-a, którego mogą potraktować bardzo luźno albo całkiem serio - jak chcą
i na ile ich stać intelektualnie. Laura zauważa wielkie możliwości
w małych rzeczach, potencjał w banalnych sytuacjach.
Za to ja uwielbiam. Zawsze powtarzam, że sztuka współczesna istnieje po to,
aby zmienić coś w naszym życiu i sposobie myślenia. Wchodzi
nie proszona i wychodzi bez pożegnania, czasem nawet jej nie zauważamy: ingeruje.
Dlatego dzisiaj trudno wyznaczyć granic´ między życiem
a sztuką, nie wiem czy w ogóle ta granica jest potrzebna.
Skończyły się czasy, kiedy sztuka służyła do ZDOBIENIA i w złotych ramach,
pośród muzealnego kurzu i kapci na zmian´, wisiała wypreparowania jak modele
anatomiczne w szkolnej gablotce. Minęły czasy, gdy stała na piedestale, a pani
w muzeum mówiła "proszę nie dotykać eksponatów". Teraz sztuka chodzi
po ulicy, zagląda do naszych domów (o ile ja wpuścimy) i komórek. Dlatego śmieszą
mnie takie opinie jak np, Pawła Goźlińskiego z GW (wypowiedź o LaurzePaweli "Od
redakcji" Duży Format, 10.01.04, s. 2 (dostępny równie˝ on-line - dop.
red.)), który
sądzi, że sztuka chce walczyć, chce być oryginalna, prowokować, śmieszyć, itd.
Sztuka współczesna dzięki Bogu nic nie musi, do niczego nie SŁUŻY!!! Ma wchodzić
z nami w interakcję, ma ingerować w nasze umysły. Nic więcej! Jak to zrobi
- wybór artysty. Im prostszego użyje języka, tym lepszy efekt. Laura mówi do
nas naszym językiem, a niby jak miałaby mówić? Po chińsku? Czterozgłoskowcem
romantycznego poety? Przecież każda epoka tworzy swój język, więc głupotą jest
bunt przeciwko własnym czasom. To tak, jakby ktoś chciał się wypisać z własnej
kultury. A
Laura działa dyskretnie, o poważnych rzeczach mówi lekkim tonem, o lekkich
poważnym. Drąży jak kropla kamień. Na razie mamuty nie traktują
jej poważnie, ale jeszcze dwa lata i będą pluli sobie w brodę.
Monika Branicka,
Art&Business
PS. Mam nadzieję, że dzięki tej nominacji ludzie ją zauważą.
|
|