|
Katalog
, "portretwlasny.pl", Atlas sztuki
Krytyka to paskudny
zawód, który paraliżuje, gasi i niszczy najszlachetniejsze cechy człowieka
Jules Champfleury, Realizm. List do Pani Sand
Historia
z konieczności łączy wydarzenia i ludzi w pęczki. Historia sztuki czyni
podobnie, choć niechętnie się do tego przyznaje. Porównywanie sztuki,
która wciąż uchodzi za kwintesencję ludzkiej niepowtarzalności jest traktowane
jako zabieg tyleż konieczny, co niezręczny, wynikający z przymusu, skrótu,
pośpiechu, uproszczenia. Łatwiej używać go wobec sztuki dawnej, artystów
którym od kilkuset lat, wszystko jedno, czy przynależą do naturalistycznego
nurtu gotyku czy do realistycznego nurtu protorenesansu. Trudniej wobec
artystów żyjących lat temu kilkadziesiąt, o których przetrwała jeszcze
pamięć jakichś nie pasujących do systematyki cech . Zestawianie i wystawianie
razem artystów żyjących zachęca do porównywania, wyborów, opowiadania
się po czyjejś stronie, a to wszystko zmusza do porzucenia anonimowości,
rozstania się z fotelem wszechwiedzącego narratora. Jeśli uda się nam
wbrew temu, co wisi na ścianach pamiętać, że jest to wystawa z portretem
w tytule spróbujmy spojrzeć zarówno na Laurę Pawelę jak Krzysztofa Skarbka
tak, jak patrzy się na portret. Szukając znajomych rysów, próbując rozpoznać
w nich kogoś-coś co, jak się wydaje, znamy od dawna. Spróbujmy przypomnieć
sobie, kogo nam przypominają.
Obrazy Krzysztofa Skarbka mają rysy zdecydowanie niedzisiejsze, a to z
powodu zawsze wyrazistego tematu. Temat, fabuła podana a dwa sposoby po
pierwsze obrazowo, po drugie w tytule były obowiązkowe w słodkich czasach
zanim awangardy nie wywróciły sztuki na nice. Wierzono wtedy w przedustanowioną
hierarchię tematów od religijnych poczynając przez mitologiczne, historyczne,
batalistyczne, rodzajowe, aż po portrety . Epoka , która najsilniej w
taką hierarchię wierzyła zdominowana był przez obrazy historyczne. Wcześniejszą,
barokową jeszcze wiarę w religijne obrazy mocno przygasiło Oświecenie,
samo nie dość mocno wierząc w możliwości malowania rozumu w kostiumie
mitu i wiek XIX został wobec konieczności malowania historii. U Skarbka
znajdziemy nieco obrazów religijnych, i wiele takich, które w katalogu
znalazły by miejsce pomiędzy rodzajowymi a historycznymi. Trzeba więc
szukać pendant do jego twórczości w szeroko pojętym wieku XIX.. Z miejsca
odrzucić należy pomysł by zestawić go z romantyczno malarzami mgławicowych
widm jak Grottger czy - melancholicznymi fantastami ze skłonnością do
tłumu jak Malczewski. U Skarbka na obrazach widm jak na lekarstwo, fantazji
niedużo, wszystko wprost z życia wzięte. Maluje rzeczy realne, wręcz banalne
jak środki komunikacji. Najczęściej komunikacji miejskiej (samochody,
tramwaje), czasem międzyludzkiej
( komputery, pocałunki). A że nasze potoczne doświadczenia z komunikacją
nieco się różnią od jego obrazów to zasługa pewnej wady wzroku, która
często zdarzała się dziewiętnastowiecznym poetom: otóż Skabek to ostrowidz
. Ostrowzroczności przypisać trzeba nieco zmienione kolory, jak też to,
że Skarbek nieodmiennie maluje swoje historie takimi jakie powinny być,
a nie takim jakie znamy. Ta sama wada wzroku dolegała też Janowi Matejce
.
Narzucające się podobieństwo między Skarbkiem a Matejką wynika z tego,
że w obydwu przypadkach malarstwo jest najdogodniejszym, najlepszą metodą
pokazania historii i zupełnie bez znaczenia jest czy to historia, która
się już wydarzyła, wydarzy, czy też nigdy wydarzyć się nie mogła. Przemożna
potrzeba malowania własnych historii łączy ich obydwu, przy czym Skarbek
jest takim samym fantastą jak Matejko. Sztafaż obrazów Skarbka zapełniony
technicznymi wytworami cywilizacji prowokuje do lokowania jego obrazów
w sferze wydawałoby się tak współczesnej fantastyki. Patrząc na obrazy
Skarbka przywołajmy wnioski, jakie wysnuł wobec Jana Matejki Mieczysław
Porębski: "Matejko nie był trzymającym się po dziewiętnastowiecznemu
faktów malarzem historycznym, był mitotwórcą, działającym w pozaczasowym
"metahistorycznym", acz wypełnionym zabytkami przeszłości teraz.
Stąd nie fantazmatyczna, ale wręcz fantasmagoryczna ostrość wmalowanych
przezeń w obraz detali, ich agresywna pierwszoplanowość, ich nie historyczna,
ale alegoryczna (myślę tu o Courbetowskiej, składającej się ze znaczących
szczegółów alegorii realnej) interpretacja" . Ostrość detali, pierwszoplanowość
i przede wszystkim to metahistoryczne "teraz" znajdziemy na
każdym niemal obrazie Skarbka. Obydwaj mają denerwującą skrupulantów manierę
naginania rzeczywistości do wizji. Wierzymy Matejce, że Hołd pruski z
1525 odbył się na tle Sukiennic, jakie przebudował kilkadziesiąt lat później
Padovano. Wierzymy, że komtur Henryk von Plauen zwiewa w prawy róg obrazu,
choć pod Grunwaldem go nie było . Wierzymy, że Rejtan protestuje na sejmie
w 1773 przeciw Targowicy. Dlaczego nie mamy wierzyć Skarbkowi, że, nad
zarośniętym dżunglą Wrocławiem lewituje wieżo-rakieta Eiffla, latają samochody
, ludzie niosą konie. U obydwu ważna jest malarska siła wizji. Skarbek
mówiąc o swoich obrazach podkreśla odwoływanie się do mitu i archetypu:
"możemy dostrzec tu również nowe mity i symbole naszych czasów. Jednymi
z dzisiejszych przedmiotów-symboli, którym nadano mitologiczne znaczenia
są: samochód, telewizja, komputer i telefon komórkowy". Według Porębskiego
" Matejko był takim właśnie twórcą-uwidaczniaczem mitu o niezwykłej,
czego nie trzeba chyba podkreślać, sile i nośności działania(...)".
Sile, która okazała się mocniejsza od prawdy historycznej, jak zauważa
Porębski dodając: "co nie znaczy przecież, że mity kłamią. Właściwa
im jest, tak przynajmniej chciałbym to rozumieć, pewna szczególna trzecia
wartość logiczna, taka mianowicie, która może prawdziwie wynikać z dowolnych,
nawet z ewidentnie fałszujących rzeczywistość przesłanek, sama atoli,
interpretowana właściwie, może prawdziwie implikować - jak mity właśnie
- prawdy wyższego niejako rzędu." . Trzecia wartość logiczna, prawdy
wyższego rzędu nie zawsze i nie do końca są pojmowalne, ale bywają porywające
jak mit, ekscytujące jak obrazy Skarbka. Bez wątpienia Skarbek jak Matejko
jest Uwidaczniaczem mitu .
Skoro jesteśmy przy fantazmatach, proszę sobie tylko wyobrazić, jak pięknie
by było gdyby można było posadzić dziś Skarbka jak Matejkę w 1878 roku
na tronie Króla-Ducha . Gdyby wycieczki szkolne rokrocznie prowadzono
oprócz Bitwy pod Grunwaldem choćby przed W naszym mieście tramwaje służą
również do uprawiania sportów letnich czy Światowe siły lotnicze rozrzucają
bombowe kwiaty, kto wie może udało by się wywikłać z dwuwartościowej logiki
i wyrwać z objęć coraz bardziej nas otaczającej rzeczywistości. Może dzisiejsza
dziatwa szkolna o sercach pokrzepionych skarbkowymi fanatzmatami: Cybergolot
zabierze Was do lepszej przyszłości, a choćby Po wyjściu z pracy niekiedy
tańczymy na specjalnie przechylonych samochodach w ciągu swego życia urzeczywistniłaby
jego arkadyjskie wizje. Krzysztof Skarbek na tron interrexa sztuki polskiej
zasługuje z powodu swojej daleko poza Polskę wykraczającej wyjątkowości.
Wyjątkowość Skarbka wynika wprost z pogodnego charakteru jego obrazów.
Na palcach jednej ręki można policzyć malujących radosne obrazy. Jeśli
już jakiś obraz utrwalił się w historii sztuki jako radosny, pogodny,
afirmatywny, to najczęściej była to martwa natura, pejzaż, bardzo rzadko
obraz pokazujący jakąś fabułę, narracyjny. Setki stron napisano o radości
owoców Chardina czy Cézanne'a. Jeśli zostawimy owocowe raje, niekrwawe
obrazy mitologiczne (jak narodziny Wenus), to co zostanie - Babie lato
Chełmońskiego? Pogodnych obrazów opowiadających jakąś historie, jest zdumiewająco
mało. Jeszcze trudniej wskazać na artystów, którzy wielokrotnie, jak Skarbek
malowali optymistyczne wizje. Może Poussin, choć jego klasyczna Arkadia
ma przecież mroczne tajemnice, może Watteau ze swoimi udawanymi fetes
galantes, może ocierający się o kicz Boucher ze swoim naśladowcą- Renoirem.
Najbliżej byłoby może od Skabka do Zygmunta Waliszewskiego z podobnie
dziko kolorem malowanymi biesiadami w renesansowej scenerii . Od dwudziestu
lat udaje się Skarbkowi rzecz prawie niemożliwa, malować paletą, na której
nie dominuje ironia w jej pięciu retorycznych odcieniach. Być może w tym
też tkwi wytłumaczenie pewnego zapoznania jego malarstwa, szczęście jest
przecież takie nudne.
Skarbek jest wyjątkowy, bo jest piewcą raju ziemskiego, będącego tuż tu,
na wyciągnięcie ręki, no może ręki z "urządzeniem do chwytania telewizorów".
Udało mu się ominąć przy tym zarówno infantylizm, jak i kicz. Ikonografia
paradisus terrestris uległa w drugiej połowie XX wieku procesowi, który
określić można jako kalifornizację raju. Różnica pomiędzy Pawelą a Sakrbkiem
między innymi polega na tym, że Pawela maluje simulakra, które sprytni
mieszkańcy tego jedynego ziemskiego raju majstrują w swoich krzemowych
garażach, i przy pomocy jakich starają się zatrzymać nas na odległość,
złapać nas w sieć , a Skarbek maluje Witaminy dla Was i można uwierzyć,
że szczęśliwe kabriolety lada dzień będą mknęły obok drogowskazów: Wrocław
28 km (to jest to matejkowskie, metahistoryczne "teraz").
Swoją drogą może tylko w 1986 można było malować takie obrazy. Pierwsza
wystawa jego obrazów miała miejsce w lutym 1986 roku w Uniwersytecie Wrocławskim
i została zorganizowana prze z Waldemara Majora Frydrycha lidera Pomarańczowej
Alternatywy. Kiedy przegląda się tytuły gazet poświęcających uwagę obrazom
Skarbka: Wieczór Wrocławia, Życie Częstochowy, Życie radomskie, Gazeta
dolnośląska ma się wrażenie, że został razem ze swoją słoneczną wizją
uwięziony jak owad w bursztynie. I teraz, kiedy jest jak jest, spoglądamy
na jego obrazy jak na bursztynową ozdóbkę, coraz bardziej nie na miejscu.
Nieobecność Skarbka tym bardziej dziwi, że od początku XXI wieku przeżywamy
kolejną falę powrotu do malarstwa w sztuce polskiej, wcale nie mniejszą
od tej z drugiej połowy lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. Być może
Skarbek nie przebije się już przez malujących nowych banalistów jak Pomarańczowa
Alternatywa już nie przebije się przez politykujących nowych banalistów.
Skarbek dość dotkliwie odczuł w czasie studiów niechęć ze strony Akademii
wobec łączenia malarstwa z fabułą. Żywa jeszcze w czasie pierwszej awangardy
idea correspondance des arts sięgająca korzeniami horacjańskiej ut pictura
poesis (której ulega też Pawela), w drugiej połowie XX wieku została zastąpiona
ideą czystego malarstwa, stroniącego od jakiejkolwiek fabuły. Jarosław
Krawczyk celnie dostrzegł, że "siła rozsadzająca kompozycje utworów
(...) Matejki rodzi się z samej "istoty historyczności", z nieodłącznie
towarzyszącego historiografii marzenia o Kronice Idealnej, która zawierałaby
kompletny opis danego wydarzenia czy zespołu wydarzeń." Przed wieloma
obrazami Skarbka można odczuć działania podobnej "rozsadzającej siły." I nie jest to zasługa wyłącznie kompozycji podbitej dzikim kolorem, ale
i skłębionej fabuły, dopowiadanej w tytułach długich i zakręconych jak
średniowieczne filakterie.
Szukając punktów dla porównania Skarbra i Paweli warto poszukać obrazów,
na których pojawia się u Skarbka ton osobisty, dokładniej pierwsza osoba
liczby pojedynczej tak ważna dla niej. Jest ich zaskakująco mało. Gdyby
trzeba było szybko przerobić taki obraz na "screena" z cyklu
realskarbek mógłby to być obraz z 1988 roku: Mam różowego niedźwiedzia
polarnego na dachu i zimowym wieczorem gotuję dla niego zupę. Zestawienie
tytułów obrazów Skarbka z tytułami i tekstami prac Paweli prowadzi raczej
zbyt blisko naszej własnej kondycji, choć niewątpliwie dobitnie podkreśla
różnice: Skarbek (1988): -Po południu późnym latem lubimy się szybko całować;
Pawela (logo0059) - Generalnie brakuje mi czasu i sexu; Skarbek(1985,mniej
więcej 26 letni) - Po zakończonej pracy na polu napijemy się gorącej herbaty
z moją dziewczyną; Pawela (logo 0050) - Dziś kończę 26 lat żadnych złudzeń,
żadnej pracy, żadnych ulg. To, że różnice da się wydestylować z teksu,
że wcale nie trzeba patrzeć, że nie o obrazowość w tym chodzi, a przynajmniej
nie tylko o obrazowość to kolejny sygnał, że przez Skarbka i przez Pawelę
prowadzi marszruta czegoś co odczuwamy jak naszą rzeczywistość, i że marszruta
ta w ciągu ostatnich dwudziestu lat szerokim łukiem ominęła barwne możliwości,
ścielące się jej pod nogi "całkiem dobre samochody" i "słoneczne
surfingi" i nie wiedzieć czemu lezie prosto w stronę gdzie "ciągle
puste konto i brak kasy" (logo 0062). Pamiętajmy tylko, że lezie
na naszych własnych nogach. A Skarbek i Pawela jedynie szkicują jej -
nasze wybory.
O ile obsadzenie Krzysztofa Skarbka w roli Jana Matejki było od początku
oczywistością, o tyle długo nie zjawiała się postać pasująca do Laury
Paweli. Sądząc po jej obrazach będących wiernym zapisem otaczających nas
ekranów, po zaprawionej lekką goryczą pewności, że nie żyjemy w najlepszym
ze światów, jaka bije z Czy krytyk mnie kupi - kiedy obwiązana jak baleron
sama siebie wystawia na widok, Laurę Pawelę obsadzić można w roli Świadka.
Świadek to ktoś przekonany, że to, co widzi jest prawdą, o której ma świadczyć.
Ktoś instynktownie wierzący, że istnieją reguły, zasady, procedury, programy,
które można wiernie skopiować. Ktoś nieskalany powszechnym wirtualnym
grzechem solipsyzmu. Dar wiary w naoczność, dosłowność własnej reakcji
ze świata pozwala Świadkowi zatrzymywać uwagę na rzeczach, przez które
wzrok przechodzi na wskroś jak przez szkło ekranu, których nie widzimy.
Trzeba dopiero relacji świadka by zwrócić na nie naszą uwagę.
Świadek jest depozytariuszem realizmu. Wystawa z portretem w tytule choćby
z tego powodu musi być wystawą o realizmie. Realizm - słowo upiór, od
setek lat przebijane kołkiem, wyświęcane zaciekle ze sztuki wciąż ożywa.
Z dwójki wystawiających Laura Pawela jest realistką bardziej ortodoksyjną,
czy może bardziej doczesną . (Nie)wątpliwy realizm śwata(ów) Skarbka okraszony
musi być jakimś dopowiedzeniem - magiczny - euforyczny - futurystyczny
- osobisty. Realizm Paweli jest twardy jak reguły rynku, płaski jak ciekłokrystaliczny
wyświetlacz. Relacja pomiędzy obrazami Paweli i Skarbka jest relacją pomiędzy
monitorem a wirtualną rzeczywistością jaka rozgrywa się na jego powierzchni.
Najbardziej oczywistą parą dla Paweli byłby oczywiście Gustave Courbet
- budowniczy słynnego baraku przy paryskiej Wystawie Powszechnej w 1855
z napisem nad wejściem Le Réalisme, w którym mieściły się jego czterdzieści
trzy odrzucone przez jury obrazy. Na obrazy Paweli można popatrzeć jak
na Kamieniarzy Courbeta namalowanych w "pierwszej perspektywie",
zgodnie z zasadami komputerowych gier FPP. Wielogodzinne tłuczenie w klawiaturę
komputera, to robota ciężka jak tłuczenie kamienia. Często wywołująca
iście kamieniarską frustrację. W recenzji z wystawy Reality LP w galerii
Okna Zamku Ujazdowskiego Monika Barańska pisze: "Pawela sięga po
język swojego pokolenia, nie bez przyczyny jej sztuka jest popularna zawłaszcza
wśród generacji komputerowej." Ta generacja tłukąca godzinami dzień
w dzień w wielopiętrowych kamieniołomach nazywanych nie wiedzieć czemu
drapaczami chmur z dużą dozą prawdopodobieństwa odnalazłaby etos swojego
zawodu we fragmencie jaki poświęciła Kamieniarzom Linda Nochlin: "Charakter
ich pracy nie nasuwa żadnych analogii, gdyż tłuczenie kamieni zawsze było
losem ludzi najniżej stojących w społecznej hierarchii (...) czynnością
wyzbytą z jakiejś myśli o odkupieniu poprzez swe odniesienie do uszlachetniających
działań pracy (..) Kamieniarz był zawsze symbolem, wcieleniem nie wynagradzanej,
pozbawionej znaczenia pracy rąk, pracy znajdującej się gdzieś na samym
dnie. Trudno sobie przypomnieć nawet jakiekolwiek wcześniejsze tradycyjne
wyobrażenie tego zera ludzkiego." Podobnie jak trudno znaleźć wcześniejsze
obrazy pokazujące "okna komunikatów interfejsu komputerowego".
Podobnie jak to było z realizmem Courbeta siła takiego malarstwa jednych
przyciągająca innych irytująca odwołuje się do tematu wcześniej nieistniejącego,
z powodu swojej banalności. W przypadku Laury Paweli możemy chyba powtórzyć
to, co zanotował 1849 po pierwszym zetknięciu z obrazami Courbeta Delacroix:
"Czy widzieliście kiedykolwiek coś podobnego, co by było równie mocne,
równie niezależne od nikogo?" Wszystkie malowane przez Pawelę "krawędzie
dokumentu, scrolle, komunikaty, piksele" bez trudu mieszczą się w
definicji sztuki malarskiej, która według Courbeta "polega jedynie
na przedstawianiu przedmiotów widzialnych i dotykalnych" , a zdanie
Laury: "Malowałam pytania o świat realny" można by dołączyć
do fragmentu z manifestu Courbeta, który chce "tłumaczyć obyczaje,
idee, oblicze swojej epoki." Raz jeszcze odwołajmy się do Mieczysława
Porębskiego piszącego, że Courbet malował "w sposób pozbawiony wszelkiej
idealizacji, wszelkiej malowniczości, jakiegokolwiek sentymentalizmu,
co nie znaczy - emocji. Ta bowiem kryje się w samej materialności jego
farby, szorstkiej niecierpliwości faktury(...) . Takie też są obrazy Paweli.
Pomimo wszystkich prób zatarcia faktury wciąż wyraźna jest materialność
farby. Jest przyjemnością właściwą raczej dla wystaw grafiki staranne
prześledzenie jak zmienia się kształt pozornie tych samych piktogramów
znanych z ekranu komputera.. Jak różnią się na poszczególnych obrazach
kroje znaków zapytania. Jak zmieniają kolor komputerowe suwaki w rogach
obrazów.
Bardzo interesującą analogię do twórczości Courbeta tworzą też wszystkie " osobiste" komunikaty malowane przez Pawelę: No time for being,
My mind. Doskonale wpisują się w najbardziej tajemniczą kategorię courbetowskich
obrazów - alegorię realną.
Niestety, pomimo wszystkich wyliczonych zbieżności nie można zestawić
Laury Paweli z Courbetem z jednego powodu . Wszystko świadczy o tym, że
Courbet był malarzem, natomiast Pawela mówi: "(...) nie jestem malarzem,
nie interesuje się problematyką malarstwa, to mnie nie dotyka(...) ani
kolor, ani faktura, ani kompozycja nie stanowią dla mnie wystarczającej
podniety, inaczej ma się rzecz w stosunku do Rzeczywistości, ta stymuluje
moja wyobraźnie i napędza myśli."
Komplikuje to sytuację, bo wychodząc właśnie od faktury, koloru, kompozycji
obrazów Paweli można by wskazać na kilka jeszcze pokrewieństw, układających
się w zaskakująco szeroki wachlarz czysto malarskich, wizualnych podobieństw.
Niektóre (Piękna? Logo 0042) zielone obrazy Reallaury, z rozsypanych pikseli
niewiele dzieli od jakże odległych wedle systematyki historii sztuki obrazów
Ryszarda Winiarskiego malowanych podług rachunku prawdopodobieństwa. Niewiele
dzieli obrazy komputerowe, (szczególnie te bez tekstu) od dokonań artystów
ze sterylnie abstrakcyjnego nurtu sztuki konkretnej: Dietera Helisa czy
Magnusa Peterssona.
Zanim wrócimy do pytania podstawowego: co jest istotą twórczości Paweli?
Należy raz jeszcze podkreślić, że laury sie Paweli należą. Już jest postacią
istotną dla sztuki polskiej i wiele wskazuje na to, że zostanie nią na
dłużej. Przy czym jej znaczenie oparte jest podobnie jak w przypadku wielu
dostrzeżonych przez publiczność artystów drugiej połowy XX wieku, nie
tyle na wulkaniczno - matejkowskiej erupcji konceptów i fabuł, ale na
trafnym użyciu technologii jako metafory.
Skoro kolor, ani faktura, ani nawet kompozycja nie są istotą jej twórczości,
to pozostaje treść, treść z konieczności sprowadzona do tekstu.
Poszukajmy odpowiednika twórczości składającej się z ciągłych zapisków.
Czegoś co jest strumieniem komunikatów wypływającym przypuszczalnie gdzieś
z mitycznego strumienia świadomości podmiotu lirycznego reallaura. Rellaura
to autorka dziennika, autorka hołdująca Rzeczywistości.
Wobec dość skromnego dorobku polskiej diarystyki jedynym trafnym alter
ego może być tylko Maria Dąbrowska. Jeśli przez chwilę przyjmiemy skarbkową
manierę - bez nadmiaru ironii, pogodnie - to zestawienie przestanie być
tak przypadkowe. W miarę upływu czasu Maria Dąbrowska coraz bardziej przechodzi
do historii literatury przede wszystkim jako autorka pisanych od 31 lipca
1914 do 8 maja 1965 roku Dzienników . Póki co Laura Pawela również, zapewniła
sobie miejsce w polskiej współczesności artystycznej dzięki dziennikowi.
Warto kibicować (choć trudno w to wierzyć), żeby ułożył się w tyle tomów
co u Dąbrowskiej. Pierwsze zapiski z okresu I wojny w Dziennikach Dąbrowskiej
często niewiele są dłuższe i mają wiele z aury reallaury. Ostatni zapis
Marii Dąbrowskiej z soboty 8 maja 1965 roku, na jedenaście dni przed śmiercią
już teraz brzmi jak cytat z reallaury; "Mdły - czy może być bardziej
pejoratywne słowo? Otóż w naszym życiu tak z pozoru bujnym jest za dużo
pierwiastka mdłego. Podobnie zresztą jak w dzienniku [?]"
W
końcu by nie stracić przyjemności wszechwiedzącego narratora spróbujmy
wbrew temu co widać na tej wystawie znaleźć wspólne rysy dla obydwojga:
Skarbka i Paweli. Potrzebny będzie cytat z klasyka cytującego klasyka:
"By zadowolić pragnienie dehumanizacji, nie potrzeba zmiany wrodzonej
natury rzeczy. Wystarczy odwrócić wartość modelu i stworzyć sztukę, w
której drobne wydarzenia życia ukażą się na pierwszym planie i w monumentalnych
wymiarach.
Tu odnajdujemy wiążące ogniwo pomiędzy dwiema pozornie różnymi metodami
nowoczesnej sztuki: surrealizmem metafory i tym, co może być nazwane infrarealizmem.
Oba zaspokajają potrzebę unikania i niezauważania rzeczywistości. Zamiast
wznosić się na poetyczne wyżyny, sztuka schodzi poniżej poziomu określającego
naturalną perspektywę. Jak można przezwyciężyć realizm tylko poprzez położenie
nań zbyt wielkiego nacisku i badanie z soczewką w ręku mikrostruktury
życia - obserwujemy u Prousta, Ramón Gomeza de la Serena, Joyce`a. (...)
Procedura polega po prostu na tym , aby sprawom marginesowym, które zwykle
nie zwracają uwagi pozwolić odgrywać główną rolę w życiowym dramacie." Procedura o której pisze cytowany przez Mario Praza Ortega y Gasset bliska
jest zasadom pisania dziennika. Procedura ta jest kodem źródłowym dla
programu reallaury.
Jeśli tylko zgodzimy się, że osobisty realizm Skarbka jest nieco surrealny,
że jego potrzeba opowiadania radosnych historii wyrasta z tego samego
ruchu wzwyż, ponad- sur jaki napędzał manifest Bretona, to tu odnajdziemy
wspólne rysy portretu Krzysztofa Skarbka i Laury Paweli. Najistotniejszego
Ortega y Gasset nie dopowiada. Nie chodzi o"unikanie i niezauważanie
rzeczywistości". Nie temu służą wyskoki ponad i przyklęki nad "mikrostrukturą
życia". Niezależnie od kierunku : ponad czy pod patrzenie z niecodziennej
perspektywy daje to, co Ernst Cassirer nazwał sztuką - daje "intensyfikacje
rzeczywistości".
Krzysztof
Cichoń |