Monika Branicka,

Reality_LP, ART&Business, czerwiec 2004


W nowej galerii Okna w warszawskim Zamku Ujazdowskim otwarto wystawę Laury Paweli pt.: Reality_LP. Niewielkie pomieszczenie oklejono standardową tapetą Windowsa w chmurki. Wisi tu kilkanaście obrazów naśladujących okna dialogowe i paski narzędzi systemu Windows z komendami i komunikatami dotyczącymi życia i kondycji artystki np. Brand new me albo Could not find myself. Wchodząc na wystawę należy się zalogować podając nazwę i hasło użytkownika.
Przedmiotem sztuki Laury Paweli jest sztuka właśnie, w tym także sztuka własna. Podmiotem - ona sama czyli artystka we współczesnym świecie mediów, reklam i socjotechniki. Gdzie jest w nim miejsce dla artysty? Skoro sztuka chce być elementem współczesnego świata, musi podlegać tym samym procesom, a przede wszystkim mówić tym samym językiem komputerowych komend i komunikatów. Laura wskazuje drogę swojej twórczości: Way of my art, ocenia ją: quality 3, satisfaction 5 i komentuje: Art OK. Dotyczy to także procesu kreacji, dotychczas tak niewymiernego i trudnego do opisania: Creaction finished - OK. Język poleceń przenosi się także na życie. Które? Zgodnie z zasadami gier komputerowych każdy ma po kilka żyć, więc chyba nie ma to znaczenia. I wreszcie artystka daje życiowe porady - polecenia: Upload my life, Reality 27%, Mistakes - clear all. Ale czasem łączność z rzeczywistością zrywa się, komunikacja nie jest możliwa: Contact with the real world was unable.
Komputerowy świat wydaje się bardziej atrakcyjny i łatwiejszy w obsłudze. Nie daje sprzecznych komend, w razie problemów można nacisnąć Ctrl-Alt-Delete, w wypadkach krytycznych zrestartować. W życiu nie jest tak łatwo, a jak podkreśla sama Pawela - ma problemy interpersonalne. Stąd wolałaby wynieść się do świata wirtualnego i to jest jej rzeczywistość: Reality_LP. Tu też kryje się pierwszy podstęp bo rzeczywistość w świecie wirtualnym oznaczałaby, że real to fikcja. Toteż prawdziwa Laura kliknęła komendę "Brand new me" i stworzyła nową, drugą Laurę. Nie bez przyczyny jej projekt komórkowy (obrazy wysyłane sms-ami) nosi tytuł Reallaura. Teraz są już dwie Laury jak w rozdwojeniu jaźni: prawdziwa i alter ego, SF, wirtualna. Obydwie nawzajem się obserwują, ich życie jest splecione, nie zawsze wiadomo, która jest którą. Wirtualna Laura ma większy zasięg (jak zasięg telefonów komórkowych) od realnej, stąd odnosimy wrażenie, że ta istnieje bardziej, jest prawdziwsza. Żadna do końca nie wierzy tej drugiej. Jedna ma władzę na drugą, drugą nie obchodzą problemy dnia powszedniego pierwszej. Wirtualna Laura stworzona jest na potrzeby mediów, zresztą ich funkcjonowanie interesuje ją najbardziej. Mediów używa do własnych celów, zanim one użyją jej do swoich. Jak wiadomo, jeśli dziś czegoś nie ma w mediach, to znaczy, że nie istnieje. Bywa, iż ludzie wierzą w fakty medialne bardziej niż w rzeczywistość. Tu kryje się podstęp drugi: pomieszczenie w chmurkach Windowsa jest kuszące, ale jakże wielkie jest rozczarowanie gdy wchodząc odkryjemy, że rzeczywistość oddana tak łudząco, nie jest rzeczywistością prawdziwą. Już samo rozróżnienie na rzeczywistość prawdziwa i nieprawdziwą - wirtualną jest dziwaczne, jak gdyby mogły istnieć dwie rzeczywistości albo dwie prawdy. Czy mogą zatem istnieć dwie Laury? Pierwsza zakpiła z drugiej: nie pomogą godziny przed komputerem: gdy uwierzysz w fikcyjny świat i wirtualnego siebie, walniesz głową w ścianę. Ból będzie fizyczny, nie wirtualny. Dlatego okienko pliku o nazwie me pozostaje puste, niezaładowane, mimo, że sztuka nadal jest OK. Musimy więc kogoś wyrzucić; Czy chcesz mnie wyrzucić? - pyta Laura na jednym z obrazów.
Twórczość Laury Paweli może pełnić funkcję współczesnych moralitetów. Mówi jak złudny jest świat, w który wierzymy. Wystarczy przecież np. wyłączyć prąd i znów wracamy na ziemię. Dotyka także problemów z komunikacją. Mówi o nieporozumieniach, o języku który nic nie mówi, o bełkocie technologicznym. O tym, że ludzie zamieniają się w maszyny, a maszyny w ludzi. I o tym, że łatwiej się nam porozumieć z komputerem niż ze sobą nawzajem.
Najciekawsza w twórczości Paweli jest zatem owa nieoczekiwana zmiana miejsc: z jednej strony w szlachetnej, poważnej technice olejnej, na obrazie - płótnie, artystka posługuje się językiem mechanicznym, technologicznym: językiem pasków narzędzi Windowsa, z drugiej strony wykorzystuje pikselki (sugerujące technologiczność, mechaniczność) do tworzenia obrazów, wysyłanych zresztą później sms-em lub mailem. Artystka bawi się językiem, jest przewrotna. Wykorzystuje nasze starodawne przyzwyczajenie, że obraz wykonany jest ręcznie (magiczne zwłaszcza dla krajów wysokorozwiniętych hasło hand made) wprowadzając doń język i stronę plastyczną maszyny i na odwrót: tam gdzie zwykle spodziewamy się bezduszności maszyny tam ona wprowadza gest dłoni.
Równie istotny jest język, jakim posługuje się artystka. Pawela sięga po język swojego pokolenia, nie bez przyczyny jej sztuka jest popularna zawłaszcz wśród osób pracujących na komputerach. O poważnych rzeczach mówi lekkim tonem, zauważa wielki potencjał w banalnych sytuacjach. To rodzaj realizmu banalnego. Obrazy wyglądające jak ekran monitora zamiast wielkich wrażeń i wzniosłych uczuć dostarczają nam zwięzłe komunikaty. Dziś sztuka komunikuje. Zmienia się jej język, choć treść pozostaje ta sama co zawsze. Sztuka staje się przedmiotem użytku doraźnego, w ślad za konsumpcjonizmem staje się towarem jednorazowym, używanym i zużywanym: jak plastikowy talerzyk i nowszy model komórki czy komputera. Laura buduje nowy model artysty, który by dotrzeć do swoich odbiorców musi sam się zareklamować. Pyta: Czy krytyk mnie kupi? Chce być gwiazdą, bohaterką kreuje się na fakt medialny. To ważne, bo jest jedną z niewielu polskich twórców wykorzystujących współczesne mechanizmy medialne, jednocześnie z nich szydząc. Jeśli wiec między reklamami margaryny oglądamy spoty kandydatów na prezydenta, dlaczego nie możemy oglądać reklam Laury Paweli? To kwestia czasu. Na razie widzimy ją w oknie dialogowym, na pulpicie komputera i wyświetlaczu komórki.