"Brak obrazu"
Marcin Krasny

[am I addicted?]
Czy Laura Pawela jest uzależniona? Przecież, jak sama mówi, większość czasu spędza przed komputerem. Ciągłe nawarstwianie okien komunikatów, odbieranie lapidarnych informacji, szybkie odpowiedzi na krótkie pytania to zajęcie, któremu poświęca większość czasu. Zwięzły język, jakim porozumiewa się z systemem przekłada się w jej pracach na oszczędność środków wyrazu. Środowisko systemu Windows jest sterylne, przejrzyste i funkcjonalne, tak samo jak prace Laury. Wszystko ma tu swoje miejsce i precyzyjnie określony cel. Pomyłki likwiduje się szybko i sprawnie poleceniem "clear all" (mistakes). Gdzie w tym wszystkim jest miejsce na sztukę? W którym miejscu tkwi błąd? Czy komunikacja między artystą/użytkownikiem, a systemem/tworzywem może przebiegać bez zakłóceń? Oczywiście, że nie.
Jeden z obrazów Laury jest wizualizacją pomyłki występującej niekiedy podczas otwierania pliku graficznego (X). Znajduje się na nim jedynie niewielki krzyżyk świadczący o niemożności połączenia. Dlaczego komunikacja nie jest możliwa (contact with real world was unable)? Cyfrowa rzeczywistość pretenduje przecież do zastąpienia potocznej, a nawet "artystycznej". Ich języki jednak nie przekładają się na siebie. Laura próbuje...
[no paint]
...lecz przegrywa. Obraz nie może się pojawić. System komputerowy przełożony akrylem na płótno nie staje się automatycznie malarstwem. Jedynym prawdziwie malarskim motywem wśród prac Laury są chmury - takie same, jak standardowe tło pulpitu, które artystka przeniosła z tapety komputera na powierzchnię ścian galerii (new project). Nic dziwnego, skoro - jak sama mówi - jest rzeźbiarką, a nie malarką. Również przez to każdy proces powstawania obrazu musi zakończyć się pustym polem. Nie ma żadnego sposobu, aby to rozwiązać (way of my art).
[could not find myself]
Tragizm malarstwa w epoce informatyzacji przekłada się również na problemy związane z kształtowaniem własnej tożsamości. Obrazy zawierające puste dokumenty, białe pola, pliki, które nie mogą zostać otwarte powtarzają się bardzo często wśród prac Laury. Na jednym z nich dokument, który nie może zostać załadowany do pamięci podpisany jest "me". Na innym właśnie trwa proces tworzenia "całkiem nowej siebie" (loading...), zatrzymany na poziomie 27%. Obok znajduje się zminimalizowane okno świadczące o przeprowadzanym równolegle kopiowaniu lub kasowaniu danych zatytułowanych "realność". Aktualny stan: 27% (zminimalizowany). Czyżby im więcej artystki, tym mniej rzeczywistości?
Podczas manipulacji okienkami umysł może być pusty (my mind), ponieważ proces kreacji w całości przebiega mechanicznie - kliknięcie myszką ma podobny status jak pociągnięcie pędzlem. Z tego powodu przeniesienie do komputera własnej osobowości, tożsamości artystycznej (upload), choćby nawet skonstruowanej od podstaw, nie jest możliwe. Twarda machanika systemu stawia opór nie do przezwyciężenia. Personalizacja, czyli zindywidualizowanie komputerowego interfejsu według potrzeb i marzeń klienta/użytkownika, będące stałym marzeniem specjalistów od marketingu napotyka na przeszkodę, której granicę wyznacza kod zero-jedynkowy.
[uzytkownik:laurapawela]
Z drugiej jednak strony system pozornie umożliwia - choć w śmiesznie ograniczony sposób - podkreślenie własnej indywidualności. Służy temu choćby ikona użytkownika, będąca często żartobliwym znakiem, jak żaba w przypadku Laury. Ten humorystyczny akcent jest jednym z nielicznych elementów w paradoksalny sposób humanizującym projekt Paweli.
[frustration]
Przy tym wszystkim realizacja - przewrotnie nazwana "Reality LP" - zdecydowanie nie sprawia wrażenia "realnej", czy raczej, jak powiedziałby komputerowy gracz, nie dzieje się w czasie rzeczywistym. Jest ona, niczym tekturowe dekoracje teatralne, ostentacyjnie sztuczna i fasadowa. Ściany, podłogę i sufit pokrywa standardowy wzór pulpitu, czyli puszyste obłoczki zawieszone na błękitnym niebie. Spod zawieszonych na nim obrazów dostrzec można ordynarne deski blejtramów - okna interfejsu to tylko akryl położony na płótno. Akryl, ale nie obraz. Próba wpisania swojego nazwiska i hasła do pustych pól na obrazie enter, w celu zalogowania do systemu może skończyć się interwencją osoby pilnującej wystawy. Pędzel nie może zastąpić kursora, namalowany przycisk nie zareaguje na dotyk, windowsowe okienko rozpięte na blejtramie nie może zostać zamknięte. Zaaranżowana przez artystkę sytuacja komunikacyjna jest pozorna. Nie możemy odpowiedzieć Laurze wybierając opcję "Yes" lub "No".
Tę złośliwą blokadę najwyraźniej widać na obrazach, które wyrażają skrajny konformizm; co możemy odpowiedzieć na frustrację, lub nawet sztukę (art ok)? ..."OK". Brak nawet przycisku umożliwiającego anulowanie pytania. Ciągłe zgadzanie się doprowadza do sytuacji, w której następuje ono samo dla siebie. Nie ma już się na co zgadzać, ale mimo to potakiwanie następuje dalej, siłą bezwładu. Wszystko jest "OK" (ok).
[creation finished]
Przez to system niekiedy nieoczekiwanie nabiera opresyjnego charakteru. Jedyne, co można wtedy zrobić, to siarczyście zakląć (shit), wygrażając bezsilnie pięścią w stronę monitora. W końcu nie można się go po prostu pozbyć (czy chcesz...?), lub zatrzymać (stop), bo zbyt głęboko wniknął on w nasze postrzeganie świata i trudno by nam było funkcjonować bez niego. W jego strukturę wpisana jest co prawda ocena samego siebie, którą możemy w ograniczony sposób manipulować, choć nie wywoła to żadnego wyraźnego efektu (art quality). Co najwyżej na chwilę poprawi nam samopoczucie.
Narracja, jaką zbudowała za pomocą swoich prac Laura Pawela może kończyć się przygnębiającym, nieco patetycznym, choć brutalnie szczerym stwierdzeniem - "brak czasu, aby być" (no time for...). Dodajmy - być i malować. Ale właściwie po co?... Przecież sztuka i tak jest nudna (are you bored...).


(tekst do wystawy Reality_LP)